Okiem Kibica - Zródło Kromołów.

Jak pokazuje historia ostatnich kilku lat, prawie w każdym sezonie, prawie w każdej rundzie pierwszy (względnie drugi) mecz wyjazdowy stawał się tym swoistym wyznacznikiem pokazującym, na co kibiców Ruchu Radzionków w meczach na obcych stadionach będzie stać.

Często właśnie w tych pierwszych w danym półroczu wyjazdach „śrubowano” najlepsze (liczbowo) wyniki. Grając jednak w drugiej, a potem w trzeciej lidze łatwiej było trafić w tych pierwszych wyjazdach na drużyny o uznanych markach, choć i bez tego zazwyczaj ta reguła się sprawdzała, kiedy wyjazdy te wypadały w nieodległe miejsca województwa śląskiego. Nazwa Źródła Kromołów, nic temu małemu klubowi z jednej z dzielnic Zawiercia nie ujmując, tego „ciśnienia” wywoływać nie mogła, ale z drugiej strony nie był to też przecież żaden odległy wyjazd (bo też takich w tej lidze nie ma). Czy jednak ta niepisana zasada będzie miała swoje zastosowanie i tym razem, czas pokaże. Oby jednak tak nie było.
Pierwszy wyjazd nowego, czwartoligowego sezonu fani Ruchu Radzionków potraktowali bowiem bardzo ulgowo. Nie tylko nie starano się wcześniej zorganizować tego wyjazdu, ale także, jak pokazał czas, jedynie garstka osób zdecydowała się przybyć do Zawiercia na własną rękę. Na stadionie Źródła „zameldowało się” jedynie dziesięciu fanów zespołu gości, którzy zajęli miejsca na jednej z trybun obok sympatyków drużyny gospodarzy. Grupka ta nie miała ze sobą żadnych flag, barwy w znikomej ilości, a i nie zdecydowała się prowadzić jakiegokolwiek dopingu. Inna sprawa, że atmosfera pikniku, jaka panowała na trybunach, brak zorganizowanej grupki miejscowych (choć po drugiej stronie murawy zdawało się siedzieć kilka, może kilkanaście młodych osób z jakimiś szalami, a na płocie zdawała się wisieć nawet jakaś flaga w barwach, ale dopingu z tej strony też nie było ani przez chwilę słychać), a także sam poziom meczu, a szczególnie bardzo słaba gra zespołu Ruchu do śpiewów kibiców gości na pewno nie zachęcała.
Tym samym poznano tę dotąd nieznaną, sielankową atmosferę czwartej ligi – mały stadionik, zupełny brak tych znanych z wyjazdów w wyższych klasach rozgrywkowych kordonów policyjnej prewencji, czy nawet ochroniarzy (mecz „ochraniało” zaledwie kilku już nieco starszych panów), bardzo „luźna” kontrola biletów, no i swobodne przemieszczanie się kibiców ze stadionu do pobliskiego sklepu i z powrotem oraz brak jakichkolwiek problemów z wnoszeniem na stadion zakupionych tam rzeczy. A i miejscowi kibice patrzący na przyjezdnych z nieukrywanym zaciekawieniem, często ktoś się do fanów gości przysiadał, aby zamienić z nimi zdanie na temat przebiegu meczu, porozmawiać o faworytach ligi, czy poopowiadać o drużynie Źródła bądź wypytywać się o piłkarzy Ruchu.
Nie cały czas jednak na trybunach panował taki piknik. Jak się okazało na stadion w Kromołowie pofatygowali się również kibice drużyny z pobliskiego Myszkowa, bynajmniej nienastawiający się na obejrzenie tego meczu, a wręcz przeciwnie, liczący raczej na „mocniejsze wrażenia”. Jeszcze przed gwizdkiem rozpoczynającym mecz doszło do krótkiej, acz spokojnej wymiany opinii między kibicami Ruchu a kilkoma chuliganami Myszkowa. Radzionkowianie raczej nie byli tego dnia skorzy do odbycia po meczu ustawionej walki. W trakcie trwania pierwszej połowy jednak liczba Myszkowian powiększyła się kilkakrotnie, by w przerwie meczu już „uderzyć”. Tym samym fani Cidrów zmuszeni byli zostawić w rękach kibiców z Myszkowa te nieliczne barwy, jakie ze sobą tego dnia mięli – trzy szale i koszulkę.
Grupa z Radzionkowa, widząc bezradność drużyny Ruchu na boisku zdecydowała się opuścić trybuny na około dziesięć minut przed końcem meczu, a tym samym… zdążyła uciec przed wielkim deszczem, jaki ze chwilę nad całą okolicą zawisł.

AUTOR : KIBIC RUCHU
Dodane: 2006-08-14
ultrasruch.com - Serwis kibiców Ruchu Radzionków | South Inferno ' 04