Awans jest nasz ! Podsumowanie wiosny 2017/2018

Przed rundą wiosenną mało kto w klubie wierzył w to, że uda nam się dogonić Szombierki Bytom, które bez dwóch zdań zdominowały rozgrywki i odważnie kroczyły ku trzeciej lidze.
Od pierwszego wiosennego meczu sytuacja jednak się zmieniała, a Cidry jak kamień wystrzelony z procy „rozbijał” wszystkich przeciwników na murawie i dzięki temu mieliśmy tak wspaniałą, radosną i dziką końcówkę sezonu, że nawet nikt nie spodziewał się tego, że po sezonie będziemy patrzeć na tabelę III ligi, a nie IV. Ale po kolei …




Wiosną głównie skupiliśmy się na meczach domowych, bo przy Narutowicza 11 czekały nas największe atrakcje w tym pożegnanie naszego stadionu, który został sprzedany w ręce prywatne przez władze Bytomia.
Pierwszy domowy mecz z Górnikiem Paski oczywiście został odwołany przez złe warunki atmosferyczne co jest już chyba tradycją, gdy startuje runda wiosenna.



Drugi mecz z Polonią w Łaziskach Górnych również stał pod znakiem zapytania, dlatego oficjalnie wyjazd nie był organizowany, żeby później nie było zamieszania, jednak pogoda pozwoliła na rozegranie tego spotkania i w zasadzie spontanicznie w sektorze gości zasiadło 10 kibiców Ruchu.
Kolejnym meczem wart uwagi jest nasz wyjazd na RKS Grodziec, który zawsze witał nas na swój sposób i tym razem było tak samo. Oczywiście nie chodzi tu o kibiców RKSu, bo ten klub takich nie posiada, ale w trakcie spotkania na stadionie pojawiła się większa ekipa Zagłębia Sosnowiec.
Blisko było starcia, jednak ostatecznie do niczego nie dochodzi, bo ani My, ani Zagłębie nie zdecydowało się na krok dalej, chyba przez policję, która szybko wpadła koło naszego sektora.
W Grodźcu pojawiło się 61 kibiców z Radzionkowa z dwoma flagami; Ruch i Ultras.
Tydzień później, jak nie wiedzieliśmy jeszcze, że zagramy w barażach, czekał nas najważniejszy mecz w rundzie z Szombierkami Bytom.
Piłkarze wiedzieli, że to spotkanie może zadecydować o pierwszym miejscu, a dla Cidroków był to w końcu mecz z kibicami gośćmi.
Szombierki mocno się mobilizowały, ponieważ „Zieloni” również chcieli godnie pożegnać nasz stadion i trzeba przyznać szczerze, że pokazali się z dobrej strony. Zaprezentowali malowaną sektorówkę oraz odpalili sporo pirotechniki, a w sektorze gości ostatecznie pojawiło się ich 70-80 wraz ze swoimi zgodami.



Do tej pory nasze trybuny w większości świeciły pustkami, ale takie derbowe pojedynki zawsze ściągną większą widownie i na stadionie pojawiło się aż 800 kibiców z czego 120 utworzyło młyn i był to też nasz najlepszy wynik w tym sezonie.
O oprawę zadbali ultrasi z South Inferno, którzy zaprezentowali kolejną prezentację, która dotyczyła naszego stadionu. Na sektorówce został namalowany plakat meczowy z pamiętnego spotkania z Widzewem Łódź w ekstraklasie. Cidry wtedy w debiucie rozgromiły Widzew aż 5:0 i większość fanatyków z tym będzie do końca życia kojarzyć stadion przy Narutowicza 11.
Do sektorówki dołożono jeszcze transparenty z hasłem „Trybuny szare i zaniedbane, tu sny zmieniały się w jawę”.
Nie mogło również zabraknąć pirotechniki. Najpierw odpalono czarne świece dymne, a w drugiej połowie czerwone ognie wrocławskie.  
Po zaciętym spotkaniu nasi piłkarze zdobyli bramkę w 88 minucie i od tego meczu wskakujemy na pozycję lidera.
W kolejnych kolejkach ligowych zbyt wiele się nie działo, bo najpierw ominął nas ciekawy wyjazd do Myszkowa, gdzie nadal sektor gości jest zamknięty i podobnie w Gliwicach z rezerwami Piasta, tam też nie mogliśmy wejść na stadion.



Dopiero ciekawiej zapowiadało się spotkanie ze Szczakowianką Jaworzna, bo każdy liczył na ich przyjazd wraz z Szombierkami, ale nic z tego. Sektor gości świecił pustkami, a szkoda.
Ta sama sytuacja co w Myszkowie i Gliwicach była na Sarmacji Będzin, gdzie akurat na mecz z  nami został zamknięty sektor gości, choć zapisy rozpoczęliśmy normalnie jak na każdy wyjazd.
Informację nasz klub otrzymał trzy dni wcześniej i z tego wyjazdu musieliśmy zrezygnować.
Za to problemów nie mieliśmy na Śląsku Świętochłowice, gdzie w środku tygodnia pojawiła się skromna, 20 osobowa grupa naszych kibiców.
Fani Śląska prowadzili mobilizację na mecz z nami, ale ostatecznie w młynie pojawiło się ich trzech. Próbowali rozkręcić resztę trybuny ale za bardzo im się to nie udawało. W pewnym momencie zaczęli nawet bluzgać na naszą drużynę i finał tego było taki, że cała trójka musiała uciekać na trybunę VIP.
Później przyszedł czas na mecz ze Spartą Lubliniec. Ostatni ligowy mecz na naszym stadionie i ostatni przy Narutowicza 11.
Nasz stadion dwa lata temu został sprzedany przez komornika w prywatne ręce i właśnie w tej rundzie musieliśmy się pożegnać z naszym domem.
Choć później rozegrano jeszcze baraże, to oficjalnie jako kibice na meczu ze Spartą pożegnaliśmy nasze trybuny. Przygotowania trwały dosyć długo i tak samo zbiórka pieniędzy – oprawa tajemnicą nie była, bo każdy wiedział, że podczas pożegnania musi być konkretny pokaz pirotechniczny.



Tuż przed końcem pierwszej połowy na całym stadionie kibice zaczęli się ustawiać, by po chwili podziwiać piękny widok, jak płonie 80 rac i 40 żółtych, świec dymnych.
Race płonęły wszędzie. Na trybunie „Tramwajowej”, gdzie był młyn podczas gry w ekstraklasie, na sektorze gości, na piknikach i nawet jeden wariat wskoczył na trybunę zarośniętą krzakami i drzewami. Widok był bezcenny i na pewno zapadł wszystkim w pamięci na całe życie, bo podczas prezentacji inni oklaskiwali ze łzami w oczach naszą oprawę.
Pokaz w przerwie meczu to nie jedyna atrakcja w tym dniu, ponieważ podczas spotkania machano jeszcze żółto-czarnymi flagami, a po końcowym gwizdku fanatycy z młyna, ponownie w asyście pirotechniki zrobili sobie wspólne zdjęcie na pamiątkę.
Do tego zdjęcia na trybunę zaproszony został wychowanek Marcin Trzcionka oraz Piotr Rocki, który oficjalnie po tym meczu zakończył piłkarską karierę.
Spotkanie ze Spartą Lubliniec zremisowaliśmy 1:1, ale tuż po zakończeniu spotkania spiker podał informację, że bezpośredni nasz rywal również zremisował i to My zagramy w barażach o III ligę !
Na sam koniec został nam jeszcze wyjazd na Polonię Poraj, gdzie do tej pory jeździliśmy w symbolicznych liczbach, lecz tym razem wyjazd był oficjalnie organizowany i w Poraju pojawiło się 56 kibiców Ruchu. Podróżowaliśmy samochodami i był to nasz rekord pod tym względem, ponieważ nigdy wcześniej taką ilością aut nie jechaliśmy na mecz wyjazdowy.
W Poraju zakończyliśmy ligowy sezon, a już tydzień później czekał na nas baraż z Polonią Bytom!
Pierwszy mecz z Polonią został rozegrany w Bytomiu i otrzymaliśmy 150 biletów.


Ta ilość w pełni wystarczyła, bo w sektorze gościu pojawiło się 120 kibiców z Radzionkowa i patrząc po twarzach, to były to osoby, które regularnie wspierały Cidry w IV lidze, a nie żadne jednorazowe wynalazki.
Oprawy ze sobą nie mieliśmy, ponieważ całe środki finansowe przeznaczyliśmy na pożegnanie stadionu, a też do końca nie wiedzieliśmy, czy zagramy w barażach, a jeśli zagramy to czy ten mecz zobaczymy. Bez oprawy, za to z dobrze oflagowanym sektorem, bo na płocie pojawiło się aż pięć naszych flag w tym najważniejsze w tym dniu płótno „śp.Starszy”.
Z tą flagą mieliśmy również problemy na bramie, ponieważ ochrona i policja nie zgodziła się na wniesienie jak to stwierdzili – prowokacyjnej flagi. Postawiliśmy na swoim, przedstawiliśmy swoje argumenty i w końcu się zgodzili. Doping z naszej strony bardzo dobry choć ciężko było się przebić przez doping kibiców Polonii Bytom, którzy w tym dniu pojawili się w dobrej liczbie podobnie jak zgody, które ich wspierały.
Z początku spotkanie przebiegało w spokojnej atmosferze i obie ekipy skupiły się na dopingu dla swoich drużyn, lecz wszystko się zmieniło pod koniec pierwszej połowy, gdy Poloniści zaczęli nas bluzgać i wtedy odpowiedź była szybka, bo na derby mieliśmy przygotowaną specjalną, anty piosenkę, która była śpiewana już do samego końca meczu.
Oprócz tego został wywieszony transparent, który doskonale opisuje sytuację w Polonii „Gwałciciele, konfiole, na siano wyjeby … nadal nam chcecie kręcić afery?”
Nasza drużyna w pierwszym meczu jak i całych barażach była skazana na porażkę i wszyscy za faworyta uznawali drużynę z Bytomia, jednak na Olimpijskiej udało się zremisować 1:1 po pięknym strzale w 78 minucie, a bramkę zdobył zawodnik, który jeszcze niedawno był niechciany w Polonii Bytom.


Po czterech dniach został rozegrany rewanż na naszym stadionie i mimo, że w Bytomiu udało się zremisować to i tak nadal byliśmy skazani na porażkę. Nawet władze Bytomia i działacze Polonii wchodzili na stadion z podniesioną głową jak by wiedzieli, że już są w III lidze.
Nasi działacze robili wszystko, aby ten mecz odbył się w normalnych warunkach, czyli z kibicami gości, jednak tuż po pierwszym meczu nadzór budowlany nie dopuścił sektor gości do przyjmowania kibiców.
Brak kibiców Polonii nie oznaczał, że ich nie będzie w okolicach stadionu, dlatego na dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem zebraliśmy się w około 60 osób na stadionie i czekaliśmy na rozwój wydarzeń, a raczej celem było to, by żaden kibic Polonii nie dostał się na nasz stadion.
Nie licząc oczywiście pikników i kibiców starszej daty, bo oni byli nie ruszani.
Tuż przed spotkaniem od strony bloków na Stroszku pojawiła się jakaś grupa fanów Polonii, którzy chcieli dopingować pod stadionem.
Kontaktu wzrokowe z nimi nie mieliśmy, bo ta część stadionu, gdzie się pojawili jest zarośnięta drzewami oraz krzakami i poza bluzgami i różnymi przedmiotami, które poleciały w ich stronę, nie wydarzyło się nic więcej.
Po chwili ta nieliczna jak się okazało grupa, została przegoniona przez policję i do końca meczu był już spokój.
Na trybunach pojawił się komplet tysiąca widzów z czego około 170 fanatyków utworzyło młyn i wspierało Cidry w tym ważnym, jak nie najważniejszym meczu od lat.
Szkoda tylko, że kasy w dniu meczu były zamknięte, bo wiele osób musiało wrócić do domu.
Zabrakło nawet wejściówek, które był sprzedawane „pod ladą” przez Ultrasów przy bramie wjazdowej.


Oprócz flag na płocie pojawiła się czarna gumowa lalka, która była ubrana w niebiesko-czerwone barwy.
Poza dopingiem dla naszego zespołu na trybunach nie wydarzało się zbyt wiele, bo oprawa podobnie jak na pierwszy mecz nie była przygotowana, za to wydarzyło się sporo na murawie i to był główny motor napędowy naszych trybun.
Nasi piłkarze szybko stracili gola i raczej wszyscy już byli przygotowani na kolejny sezon w IV lidze, lecz to co później się wydarzyło, to większość uznała za prawdziwy cud.
Najpierw w 70 minucie piłkarze doprowadzają do remisu, by dziesięć minut później objąć prowadzenie!
Wynik ten utrzymał się do końca, a radości po meczu nie było końca.
Kibice płakali z radości, świętowali nawet na murawie i każdy był dumny z Ruchu Radzionków, że to ten klub, skazany z góry na porażkę, pozostawiony przez miasto bez pomocy, awansował do III ligi !!


Dodane: 2018-09-17
ultrasruch.com - Serwis kibiców Ruchu Radzionków | South Inferno ' 04