"Złocisto Krwiści". Wywiad z kibicem Ruchu

W sierpniu ukazał się ciekawy wywiad z naszym kibice w Zinie „Złocisto Krwiści”.
Jest to gazetka wydawana przez kibiców Korony Kielce i sprzedawana na ich meczach, a cały zysk przeznaczany jest na ruch kibicowski w Kielcach. Na łamach naszej strony internetowej można przeczytać ten wywiad !





1.Cześć, na początek może powiedź coś o sobie

- Witam wszystkich kibiców Korony Kielce.
Moja historia z Ruchem Radzionków zaczęła się w 1997 roku i pierwszy raz bramę stadionu przekroczyłem z ojcem. Tata wtedy był górnikiem i jego kopalnia była głównym sponsorem Ruchu i każdy pracownik otrzymywał bilety za darmo. Rok po moim debiucie mój klub awansował do Ekstraklasy. Byłem wtedy młody i bardziej interesowało mnie to co się dzieje na murawie, a mało kiedy spoglądałem na trybuny. Chociaż do dzisiaj pamiętam jakie flagi wisiały, kto na nas bluzgał i kto przyjechał na sektor gości.
W ekstraklasie zaliczyłem mały epizod kibicowski – pojechałem pierwszy raz na wyjazd i miło go nie będę wspominać. Przegraliśmy wtedy na Górniku Zabrze aż 5:0.
Piękna historia z ekstraklasą po dwóch sezonach się skończyła. Później nasz klub zaczął staczać się w dół, a ja w tym czasie trochę dorosłem i wtedy zacząłem się interesować  bardziej sytuacją na trybunach. Na boisku nie było już „Ecika”, nie było gwiazd ekstraklasy, nie przyjeżdżała Legia czy Lech Poznań. Trybuny też zrobiły się puste poza sektorem, gdzie był młyn i tam właśnie próbowałem się „dostać”, a łatwo nie było.
Wtedy było to miejsce dla wybranych osób i nie każdy mógł stać w młynie, dlatego za pierwszym razem zostałem wygonione ze względu na młody wiek.
Jako, że jestem do dzisiaj uparty to po jakimś czasie zrobiłem drugą próbę i ta sama reakcja osób decyzyjnych. Dzisiaj, gdy ktoś zostanie wyrzucony z młyna to już nie przychodzi lub szuka miejsca w innej ekipie, a na Śląsku drużyn jest mnóstwo. Wystarczy wejść w tramwaj i wyjść pięć przystanków dalej lub doliczyć do tego kolejne pięć i znów mieć inną drużynę.
Do trzech razy sztuka. Na jakimś meczu, już nie pamiętam dokładnie kto był rywalem, młyn liczył kilkadziesiąt osób. Ktoś przyniósł flagę – szachownicę na kiju i nie było chętnych by nią machać, więc zgłosiłem się na ochotnika. Przez cały mecz dumnie machałem tą szachownicą i dzięki temu mogłem być w młynie. Rok później wraz z dwoma osobami założyłem grupę ultras South Inferno, która działa do dzisiaj. Oczywiście nadal jestem członkiem SI’04.
Gdzieś w okolicach 2010 roku wskoczyłem na gniazdo i prowadziłem również doping, lecz jakiś czas temu przekazałem pałeczkę młodszemu koledze.

2.Nie tak dawno żegnaliście swój stary stadion. Jacie macie związane z nim wspomnienia i kiedy doczekacie się nowego obiektu z prawdziwego zdarzenia ?

- Sytuacja z naszym stadionem była zawsze skomplikowana i chyba nie ma drugiego klubu w Polsce, który by miał takie problemy jak My.
Nasz stadion został wybudowany w Radzionkowie, jednak lata temu zmieniły się granice miast i po tych zmianach nasz obiekt pozostał w … Bytomiu. Nasz klub musiał sam utrzymywać obiekt, bo władze Radzionkowa nie mogły przeznaczać żadnej kasy na pomoc w kwestii infrastruktury, a że u nas nigdy się nie przelewało to stadion do ładnych nie należał, ale mimo wszystko miał swój klimat i urok.
Czkawką odbiła nam się ekstraklasa z 1998 roku. Zarząd Ruchu narobił wtedy ogromnego długu, który do dzisiaj był nie spłacony przez stary podmiot „GKS”.
Do „GKSu” należał też stadion, który przejął komornik. Od kilku lat trwały licytacje i chętnych nie było, ponieważ kwota była ogromna za ten teren. Przykre jest to, że w tym czasie władze miasta Radzionków nie zrobiły nic, by już zaczął budować stadion w Radzionkowie, bo prędzej czy później było wiadomo, że ten teren ktoś kupi i tak właśnie się stało dwa lata temu, gdy suma za stadion znacznie zmalała. Od razu znalazł się bogaty facet, który kupił nasz stadion i teraz widok jaki mamy, to koparki, które burzą nasze trybuny.
Szczerze powiem, że gdy dwa lata temu dowiedziałem się o tym, że nasz stadion został kupiony, to nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Co drugi weekend przychodziło się na mecz i człowiek nie myślał o przyszłości, jednak teraz, gdy patrzę jak ten stadion znika, to wracają wszystkie wspomnienia. Jest tego mnóstwo i wszystkiego wymieniać nie będę, bo to historia na książkę. Na pewno kibice Ruchu Radzionków zapamiętali mecze ekstraklasy rozgrywane na tym stadionie. Kto by pomyślał, że drużyna z miasteczka, gdzie mieszka 16 tyś. ludzi będzie rywalizować z największymi klubami w Polsce. Kto by pomyślał, że na trybunach będzie 8-12 tyś. widzów. Kto by pomyślał, że w debiucie wygramy 5:0 z Widzewem Łódź.
Oczywiście nie tylko ekstraklasę dobrze wspominamy. Był w naszym klubie okres,  gdy brakowało pieniędzy na wodę czy piłki, aż nagle pojawił się właściciel kilku firm, który stwierdził, że nie ma co robić z pieniędzmi i chce coś zrobić dla tego miasta, a że sympatyzował z Cidrami to postanowił zostać prezesem naszego klubu. Byliśmy wtedy w IV lidze, a po trzech latach znowu trafiliśmy na zaplecze ekstraklasy.
Jako kibice dobrze to wykorzystaliśmy, bo wtedy zrobiliśmy duży krok do przodu pod względem kibicowskim, a nasz młyn liczył 300-400 osób, czyli mniej więcej tyle samo co w ekstraklasie, jednak już z całkiem innymi kibicami.
Teraz przed nami bardzo trudny okres.
Awansowaliśmy do 3 ligi, ale zostaliśmy bez własnego domu. Drużyna musi trenować na pobliskich boiskach drużyn okręgowych, a mecze ligowe będziemy rozgrywać w rundzie jesiennej na boisku Sokoła Orzech, czyli znowu poza Radzionkowem.
W samym Radzionkowie powstaje teraz boisko dla dzieci, które trenują w szkole piłkarskiej.
Ma tam być pełnowymiarowa murawa i trybuna na … 500 osób.
My to nazywamy „Orlikiem”, ale niestety będziemy tam też rozgrywać mecze gościnnie.
Władze Radzionkowa wyraźnie zaznaczają, że to nie będzie obiekt od Ruchu Radzionków.
Nie będzie tam trybuny vip, nie będzie budynku klubowego, nie będzie tego klimatu, który był na starym stadionie. Do tego burmistrz miasta zamiast pomagać, to cały czas robi nam pod górkę.
Nowy stadion władze miasta obiecały nam kilka lat temu. Był pokazany projekt i na tym się skończyło. Do dzisiaj obietnice nie zostały zrealizowane i póki miastem będzie kierować obecna „ekipa” nieudaczników, to ten stadion nigdy nie powstanie.

3.Tak jak wspomniałeś w ostatnim sezonie zaliczyliście awans do III ligi po barażach z odwiecznym wrogiem. Czy derby z bytomską Polonią to te mecze, które były najważniejszymi wydarzeniami przez ostatnie lata ?

- Ostatni mecz na stadionie, pojedynek z największym wrogiem i w dodatku spotkanie barażowe o III ligę. Czego chcieć więcej ? Na pewno były to dwa, wyjątkowe mecze, które zapisały się w naszych głowach na całe życie ale czy najważniejsze w ostatnich latach? Trudno powiedzieć. Chociaż osobiście gdybym miał wybierać wygrane baraże z bytomską Polonią czy mistrza Polski to musiałbym się zastanowić co lepsze.
W trakcie sezonu mieliśmy problemy finansowe, a do lidera traciliśmy aż 10 pkt. Polonia Bytom również miała swoje problemy i miała nawet zostać rozwiązania więc zarówno w Bytomiu jak i Radzionkowie mało kto wierzył, że zagramy razem w barażu.
Los tak chciał, że jednak trafiliśmy na siebie i przeżyliśmy dwa, piękne spotkania.
Z barażami wiązało się również wiele innych spraw. Polonia musiała nas pokonać, ponieważ władze Bytomia zaczęły „ładować” sporo pieniędzy w drużynę co nie podoba się innym mieszkańcom Bytomia, bo każdy wie w jakim stanie jest miasto. My natomiast chcieliśmy pokazać burmistrzowi Radzionkowa, że nawet bez jego pomocy jesteśmy mocną drużyną.
Wiele osób nawet mówiło, że Ruch Radzionków sprzedał baraże i Polonia bez problemu awansuje. Stało się inaczej. W Bytomiu zremisowaliśmy 1:1, a w rewanżu pokonaliśmy Polonię 2:1 po dwóch bramkach w ostatnich dziesięciu minutach spotkania.
Czy to był najważniejszy mecz w ostatnich latach? Trudno powiedzieć, ale wiem jedno – takiego wybuchu radości na tym stadionie jeszcze nie było. Po drugiej bramce ludzie zaczęli płakać ze szczęścia, przewracać się, cały płot został zniszczony.
Jeden z chłopaków nawet musiał iść na L4, bo z radości skręcił nogę.
Awansował ten „malutki” Ruch Radzionków, który przed barażami był z góry skazany na porażkę. Szkoda tylko, że zabrakło kibiców Polonii na naszym stadionie, bo nadzór budowlany nie zgodził się na otwarcie sektora gości. My natomiast byliśmy w 120 na pierwszym meczu w Bytomiu i wbrew temu co niektórzy twierdzą, to jesteśmy zadowoleni z tej liczby.
Długo nigdzie nie przekroczyliśmy „setki”, a na sektorze nie było osób, które „jednorazowo” chciały się pokazać i zapaść się pod ziemię na kolejny rok. Byli za to kibice, którzy cały czas wspierali Ruch Radzionków w IV lidze.

4.Jak obecnie wygląda organizacja kibicowskiego życia w Radzionkowie

- Cały czas działamy na miarę swoich możliwości.
Ruch kibicowski w Radzionkowie można podzielić na cztery etapy, które zmieniały się tak samo jak sytuacja w klubie. Pierwszy etap to lata ’90 i nasz awans do ekstraklasy. Wtedy trybuny były wypełnione do ostatniego miejsca, jednak sam ruch kibicowski dopiero się rozwijał. Poza licznym młynem i flagami na płocie od czasu do czasu ktoś odpalił białą saletrę, przed meczem rzucono serpentyny i to było wszystko. Po spadku nastąpił drugi etap.
Trybuny zrobiły się puste, a pozostali Ci najbardziej charakterni, którzy nadal chcieli pchać ten wózek. Wtedy ruch kibicowski poszedł w dobrym kierunku, bo zaliczyliśmy pierwsze awantury, powstała grupa ultras South Inferno, a jeszcze wcześniej działała „Brygada RR”, ale po roku została rozwiązana. Chcieliśmy już wtedy mieć swój styl, ale nadal uczyliśmy się od najlepszych. Trzeci etap to powrót na zaplecze ekstraklasy w 2010 roku.  Wtedy ponownie wzrosło zainteresowanie Cidrami i biliśmy rekordy w młynie czy na wyjazdach.
Potrafiliśmy jechać na Zawisze Bydgoszcz w 100, na Zagłębie Sosnowiec w 240 czy do Wodzisławia prawie w 200. U siebie młyn liczył od 200 do 400 osób, a nasze oprawy były wysoko oceniania przez ultrasów z innych ekip.
Czwarty etap trwa właśnie teraz. Przez problemy finansowe byliśmy rok bez klubu, a po powrocie od razu zaliczyliśmy spadek do IV ligi w której byliśmy do teraz.
Jest to zdecydowanie najtrudniejszy okres w historii Ruchu Radzionków ale i ten czas znowu ukształtował naszą ekipę. Część osób odpuściła kibicowanie, część osób przerzuciła się i znalazła swoje miejsce w innej ekipie, inni zaś czekają na lepsze czasy i wyniki.
Jest nas mniej, ale wszystko wygląda bardzo dobrze, bo tworzymy teraz zgraną ekipę.
Trudno powiedzieć, który z tych etapów jest najlepszym dla nas. Kiedyś cieszyłem się z ilości, a teraz chyba bardziej z jakości.
Przed kibicami ponownie trudny okres w kibicowskim życiu. Stadion w Bytomiu jest już historią, a My będziemy musieli jeździć znowu poza miasto. Do tego dochodzą dalekie wyjazdy. W skrócie mówiąc – całe życie na wyjeździe.

5.Czy na takich niskich szczeblach rozgrywkowych trafia się czasem jakiś ciekawy wyjazd?

- Oczywiście, że są ciekawe wyjazdy, które mają swój klimat.
Niestety, ale na Śląsku nieliczni z niższych lig działają na własne konto, bo cała reszta to fan cluby większych ekip. Jadąc na „jakiś” RKS Grodziec i tak trzeba być czujnym, bo może wpaść w odwiedziny ekipa Zagłębia Sosnowiec. Jadąc na Śląsk Świętochłowice musisz wiedzieć, że to teren Ruchu Chorzów i nagle organizują się w młynie na mecz z Radzionkowem, chociaż wcześniej, przez dobre kilka lat tego nie robili i tak działa praktycznie cała nasza liga.
Śmiejemy się czasami, że jesteśmy taką „Śląską Legią” w tych niższych ligach, bo gdzie byśmy nie pojechali to nagle wielka mobilizacja, także na nudy nie mogliśmy narzekać.
Inaczej to wygląda na naszym stadionie, bo fan cluby większych ekip już nie przyjeżdżały do nas. Na swoim terenie napinka, bluzgi w naszą stronę, a na wyjazdy już się nie organizowali. Zresztą tak to wygląda w całej Polsce co na pewno nie pomaga w naszym ruchu kibicowskim.
Gdyby więcej ekip działało tylko na własne konto, to każda liga by była ciekawsza. Do tego dochodzą teraz różne układy, kalkulacje i lada moment dojdzie do sytuacji, że jakaś liga będzie podzielona tylko na pół. Szanuje za to ekipy, które potrafią działać w dużo mniejszych ekipach i potrafią czerpać radość z kibicowania. Również nie potrafię sobie wyobrazić tego, jak wygląda kibicowanie w Warszawie i okolicach. Jest tam sporo ekip w niższych ligach, które co mecz wystawiają młyn, prezentują oprawy, ale i tak wszyscy są „Rodziną” Legii i to ten klub jest na pierwszym miejscu.

6.Czy oprócz zwykłego życia kibicowskiego prowadzicie również inne akcje, które mogą przyciągnąć ludzi na Ruch?

- W 4 lidze bardzo ciężko jest przyciągnąć widza na mecz i w dodatku trzeba wziąć pod uwagę to, że Radzionków to specyficzne miasto z dziwną mentalnością mieszkańców.
Za czasów ekstraklasy na stadion maszerowały całe rodziny z Radzionkowa, a teraz to najchętniej by nasz klub rozwiązali, byle mieć prosty chodnik przed domem czy plac zabaw dla dzieci i nic więcej ich nie interesuje. Nasz klub prowadzi bardzo dobry marketing, który jest na poziomie przynajmniej 2 ligi. Na mieście wiszą plakaty, jest telewizja internetowa, strony czy profile na różnych portalach, więc zwykły mieszkaniec czy piknik ma szeroki wybór, by uzyskać informacje o meczach, ale czasami i to jest za mało. Wiadomo, gdy przychodzi ciekawszy mecz pod względem kibicowskim to automatycznie do reklamy dołączają fanatycy i puszczamy w Internet dodatkową grafikę, malujemy transparenty czy na naszej stronie pojawiają się informacje zachęcające do przyjścia na mecz. Niestety takich spotkań na naszym stadionie jest niewiele i przez ostatnie lata ilość ekip, które pojawiły się w sektorze gości można policzyć na palcach jednej ręki, więc staramy się z każdego przeciwnika wyciągnąć jakieś pozytywy po to, by ściągnąć kibiców na mecz. Raz przyjeżdża wicelider, raz rezerwy większej drużyny, innym razem ekipa, która posiada kibiców chociaż wiadomo, że i tak się nie pojawią i tak wyglądał cały sezon. Może teraz w III lidze się to zmieni.
Moglibyśmy bez ciśnienia podchodzić do prawie całego sezonu i mobilizować się raz czy dwa w ciągu całego roku ale czy to ma sens? Czy o to chodzi w kibicowaniu ? U nas zawsze jest młyn, doping i flagi bez względu na to, czy w młynie jest 50 osób, czy 150.

7.Coraz to większe restrykcje w życiu kibicowskim to duży problem. Jak to wygląda u Was?

- My również mamy swoje problemy ze smutnymi panami. Jesteśmy małą ekipą i każda osoba u nas jest dobrze rozpracowana przez policję, więc jeśli się coś dzieje czy to piro na trybunie czy jakaś akcja to policja daleko nie musi szukać, bo dokładnie wiedzą kto w tym uczestniczy.
My jedynie musimy się starać, by nie było dowodów i do tej pory nasze sposoby były skuteczne. Na stadionie, który jest obecnie rozbierany był wielki problem z odpalaniem pirotechniki. Od kilkunastu lat mieliśmy otwartą jedną trybunę i nasz młyn znajdował się przy budynku klubowym, a tam co mecz na loży VIP były tajniaki. Mieli widok na nas z góry i z boku. Sporo musieliśmy się czasami „nagimnastykować” by zaprezentować oprawę z pirotechniką, a u nas „piro” to podstawa i sporo tego się paliło na młynie. Nie skupiamy się na racach odpalanych na osiedlach – wolimy robić to na meczach.
Jako ciekawostkę wspomnę, że do dzisiaj toczy się sprawa z meczu Concordia Knurów – Ruch Radzionków, który odbył się w 2015 roku. Wtedy policja zabiła kibica z Knurowa, a jeden z naszych chłopaków, po kilku miesiącach otrzymał wezwanie na komisariat, bo na meczu krzyczał „Gestapo, gestapo …” i policja poczuła się urażona. Nasz kibic miał zapłacić wysoką grzywną i groził mu wyrok w zawieszeniu, ale że jest ambitny to do dzisiaj walczy z system i prawdopodobnie wszystko skończy się po jego myśli.

8.Jak wyglądają wasze relacje z obecnym zarządem?

- Nigdy nie mieliśmy problemów z zarządem naszego klubu i z obecnym sytuacja się nie zmieniła. Klubem kierują byli kibice, którzy tak jak My odpalali kiedyś race i skakali po płotach, więc nas dobrze rozumieją.  Gdy klub potrzebuje naszej pomocy to mogą na nas liczyć, a jak my mamy jakiś problem to również nigdy nie odmówili nam pomocy.
Czasami ponarzekają, że znowu muszą płacić kary za pirotechnikę, czasami prezes napisze coś głupiego na portalu społecznościom to ogólnie nie możemy narzekać na relację z zarządem.  
Szanujemy i doceniamy ich pracę w Ruchu Radzionków. Przez wszystkie lata sporo osób chciało postawić ten klub na nogi i kończyło się przeważnie tak, że każdy po kilku miesiącach uciekał. Stadionu nie mamy, miasto nie chce pomagać, sponsora ciężko ściągnąć, ciągłe problemy finansowe więc łatwo i przyjemnie nie jest i kibice to rozumieją.
Mogli by sobie żyć bez stresu i iść do zwykłej pracy, gdzie zrobili by swoje 8 godzin i do domu, ale oni tak jak My wierzą, że Ruch Radzionków wróci kiedyś do elity, a pierwszy rok zrobiliśmy właśnie teraz, awansując w tych trudnych warunkach do III ligi.

9.Na zakończenie wytłumacz naszym kibicom, dlaczego nazywają Was Cidry?

- Teorii jest kilka, ale nazwa prawdopodobnie wzięła się od wina, które było produkowane w Radzionkowie. W czasach napoleońskich wojen w naszym mieście stacjonowały wojska francuskie i to oni wprowadzili modę na wino jabłkowe, które było później produkowane w Radzionkowie.
Kibice Ruchu są mocno przywiązani do lokalnych tradycji tego małego miasteczka, dlatego została zaprezentowana kiedyś oprawa związana właśnie z „Cidrem”, a teraz na płocie wieszana jest flaga „Cidry” na której znajduje się hasło „Kiedyś Cider w kielichu, dzisiaj w naszym okrzyku”. Na fladze jest również beczka z winem, kieliszek i butelka.

10.Dzięki za wywiad i do zobaczenia na kibicowskim szlaku!

- Również dziękuje i pozdrawiam wszystkich kibiców Korony Kielce.
Szczególnie Ultrasów – robicie dobrą „robotę” na trybunach!




Dodane: 2018-10-16
ultrasruch.com - Serwis kibiców Ruchu Radzionków | South Inferno ' 04