Back to the oldschool. Klimatyczny wyjazd do Rędzin.

Nietypowo, bo w piątek rozpoczyna się nasza historia. Jak to jest, że gdy spieszysz się z pracy zawsze przylezie jakiś zjebany klient na cztery minuty przed zamknięciem sklepu? Zawsze akurat tego dnia przyjdzie 1000 maili ? Zawsze jest awaria na zakładzie ?
Zawsze kierownik wymyśli jakąś zbawczą czasochłonną misję ? Zawsze wszystko musi się doszczętnie spierdolić ... ale nic to !
„Roboty nie przerobisz, baby nie przedupisz, a gorzoły nie przepijesz”, jak mawia stare przysłowie Twojego wujka z Koszęcina ! I choć z drugą i trzecią opcją chętnie się jeszcze zmierzymy, tak pracę należy dozować w małych dawkach, co by całkiem nie obrzydła. Basta !


Punkt 16:00, strzał ze sprzęgła – pędzę w stronę Radzionkowa.
Pędzę ja i kilkudziesięciu mi podobnych z różnych miejsc na Śląsku.
Najgorzej mają pechowcy pracujący w Katowicach. Farciarze po zawodówkach natomiast pokończyli dniówki o 12:00 czy 15:00 i raczą się już zimnym piwkiem w miejscowych spelunach albo w miejskich zaułkach.
Nie może być inaczej, wszak dziś gra Ruch Radzionków i jest to ostatni z organizowanych w sezonie 2021/2022 wyjazdów jego kibiców.
Nie może być inaczej, wszak „jesteśmy zawsze tam, gdzie nasz Radzionków gra”.
17:00. O dziwo większość obecna punktualnie. Sporo psów. Robimy zapasy w najbliżej znajdującym się sklepie i w rytmie śląskich hitów takich jak „Gołymbiorze” czy „To jest Radzionków” rozlegających się z przenośnego głośnika marki JBL ruszamy w stronę miejscowości o osobliwej nazwie Kamyk.
Co ciekawe w podziękowaniu za regularne wsparcie i zaangażowanie – rusza z nami prezes klubu, z prezentem w postaci 2 skrzynek Budweiserów.
Mała rzecz – a cieszy.



Mimo, iż od lat podróżujemy właściwie z jednym przewoźnikiem – tego dnia pojawia się nowy, choć niemłody kierowca, który z sobie tylko znanych powodów wybiera trasę przez wsie i pola, mimo iż na miejsce istnieje niezłe połączenie autostradowe.
Jegomość nie reaguje na nasze sugestie i jest przekonany o słuszności swojej teorii, o przewadze dróg lokalnych nad ekspresowymi szlakami komunikacyjnymi. Na jego nieszczęście – po drodze trafiamy na 4 wahadła. Gawiedź wkurwiona niemiłosiernie, wyklina delikwenta od chujów i innych kutasów.
Robimy ekspresowy postój na wspólną fotkę i w pośpiechu wracamy do busa, bo tak czy inaczej na mecz będziemy spóźnieni.
Docieramy około 25 minuty spotkania. Cidry prowadzą już 1-0.
Wchodzimy szybko i bezproblemowo, a co najważniejsze przemycamy torby z kibicowskimi fantami.
Co zadziwiające – miejscowi bez młyna, a w Radzionkowie pojawili się w przyzwoitej jak na Unię Rędziny liczbie.
My natomiast zajmujemy pierwszy sektor z brzegu, wywieszamy jedną flagę i ruszamy z dopingiem.
Stadion Pogoni Kamyk, na którym rozgrywane jest spotkanie niewiele odbiega architektonicznie od boiska Sokoła Orzech, na którym dane nam było przejściowo grywać.



Klasyczny „back to the oldschool” w naszym wykonaniu. Nie ma tutaj nic godnego uwagi, poza … cytatem Papieża Polaka po drugiej stronie trybun. „Wymagajcie od siebie, nawet jeśli inni nie będą od was wymagać”.
Dobre hasło dla fanatyków nieprawdaż? Wojtyła klimat czuł.
Sam mecz bez historii. Wygrywamy, trzy punkty jadą do Radzionkowa i to jest najważniejsze.
Z ostatnim gwizdkiem zdejmujemy koszulki i w takt pieśni sławiącej Ruch z Radzionkowa odpalamy spontanicznie kilka rac.
Ciary na plecach podczas odpalania stadionowej pochodni są niepodrabiane. Podoba się to nam, podoba się to miejscowym, podoba się to piłkarzom. Niezadowoleni natomiast pozostają Ci co zawsze i przed wejściem do autokaru wyłapane zostają poszczególne osoby i kończą wyjazd z mandatami.
Chuj w to – na biednych, jak to mówią nie trafiło ! Pakujemy się do busa i … powraca nasz koszmar.
Kierowca prowadzący naszą wspaniałą wyprawę zostaje sterroryzowany, że ma wracać autostradą.
Plan jest realizowany, a my wracamy w szampańskich nastrojach w kierunku Radzionkowa.
Sielanka jednak nie trwa długo, gdyż jak się okazuje nasz turbodriver zjeżdża z autobany pierwszym możliwym zjazdem i znów chce nas wieźć przez szereg wsi zabitych dechami.


To ile inwektyw w wyżej wymienionym momencie wyłapał jegomość nie mieści się w głowie.
Jeśli minigun jest w stanie wystrzelić 6000 pocisków na minutę, to my wyjebaliśmy w kierowcę zdecydowanie więcej.
Bluzgoteka jest tak okazała, że w tym sezonie bardziej poniżony publicznie został chyba wyłącznie sędzia Kuropatwa, któremu nadal życzymy, by mu starą porobił zezowaty sąsiad.
Horror.
Zamiast wracać 40 minut, jedziemy przez niemal 1,5 godziny wycieczką krajoznawczą przez najdziwniejsze gminy województwa śląskiego.
Jedynym plusem jest atmosfera, która tego dnia w busie jest ponadprzeciętna.
Muza gra, wymieniamy żarciki, a koniec końców organizujemy walkę liryczną tył vs. przód w autokarze, gdzie tym razem to tył musi uznać wyższość intelektualną szajki z przodu.
Tyle.
Kolejny piękny rok za nami.
Nadal czujemy się jak rozmarzeni szesnastolatkowie, podróżujący w imię idei. Tutaj „przyjaźń jest wszystkim, nigdy o tym nie zapominaj”!

P.

Dodane: 2022-06-06
ultrasruch.com - Serwis kibiców Ruchu Radzionków | South Inferno ' 04