Ruch - Sparta Lubliniec 2:1, relacja.

Odżyły wspomnienia. Nad stadionem, zupełnie jak w czasach ekstraklasy, uniosło się gromkie „Ecik! Ecik! Ecik!”. Marian Janoszka – dziś już czterdziestopięcioletni symbol klubu z Radzionkowa, grający obecnie w Sparcie Lubliniec powrócił na „stare śmieci”, pierwszy raz jednak wystąpił przeciwko klubowi, którego jest wychowankiem.

A nie było to błahe wydarzenie. Kto pamięta kiedy ostatni raz mecz Ruchu Radzionków był tak powszechnie szeroko zapowiadany w prasie sportowej? Kiedy ostatni raz o meczu Ruchu Radzionków mówiono w radiowych audycjach? Kiedy ostatni raz na stadionie Ruchu Radzionków gościły telewizyjne kamery? A wszystko ze względu na „Ecika” właśnie…
Przy takiej promocji spodziewać się można było większej frekwencji. Ba, przed meczem wcale nieodosobnione były głosy, że dla spóźnionych biletów w kasach może zabraknąć! To jednak okazała się być nazbyt optymistyczna prognoza. Około pięćset osób, jakie pojawiło się tego dnia na trybunach, choć nie było to wynikiem rewelacyjnym, to i tak była to ze strony gospodarzy najlepsza frekwencja w tym sezonie. Kolejny raz przy okazji potwierdziła się zasada, że z każdym meczem Ruchu Radzionków na własnym boisku ogląda go o kilkadziesiąt osób więcej niż mecz poprzedni. I oby ta tendencja trwała nadal.
Przed meczem gorąco przyjęty przez trybuny Janoszka odebrał pamiątkowy puchar od klubu, a w tym czasie kibice rozwiesili na ogrodzeniu na długości boiska okazały transparent „Ecik - witaj w domu”, tym samym nie pozostawiając Szanownego Gościowi żadnych wątpliwości, że wśród kibiców Ruchu Radzionków ma on wciąż ogromny autorytet.
W młynie gospodarzy też ponad przeciętną – do osiemdziesięciu osób. Doping niezły i systematyczny, choć początkowo wolno się rozkręcał. W drugiej połowie, kiedy odpalona została pirotechnika (najpierw tzw. ognie wrocławskie, potem race), co się akurat zbiegło z bramkami zdobywanymi przez Ruch liczebność młyna mogła się rozszerzyć nawet do około stu osób. Na ogrodzeniu flaga „Ciderland”.
Fani gości tym razem w oczy się nie rzucali. Kilku widzów z Lublińca jednak na pewno na stadionie było, po prawej stronie klubowego budynku. W młynie Cidrów zaś goszczono pięciu kibiców Szombierek Bytom.
A Ruch po nadspodziewanie ciężko wywalczonym zwycięstwie powrócił na fotel wicelidera tabeli. Wrócić można więc było do tej przerwanej przed tygodniem w Będzinie tradycji wspólnej radości piłkarzy i kibiców. Śpiewy kibicom towarzyszyły nawet w drodze powrotnej do domów.

Autor : Kibic Ruchu.
Dodane: 2006-09-26
ultrasruch.com - Serwis kibiców Ruchu Radzionków | South Inferno ' 04