Okiem kibica - Ks Myszków.

„Kto wygrał mecz?” – znów mieli okazję wykrzyknąć kibice. „Ruch!” – znów mogli odpowiedzieć piłkarze. Jak przed tygodniem. Tym razem jednak okazja do tej specyficznej radości nadarzyła się po meczu rozgrywanym na obcym stadionie – w Myszkowie.

Choć to w nowym sezonie już trzeci (a licząc ze spotkaniem pucharowym nawet czwarty) wyjazdowy mecz zespołu z Radzionkowa, i choć na każdym z nich kibice Ruchu byli obecni, to tak naprawdę dopiero wyjazd do Myszkowa nazwać można było wyjazdem „z prawdziwego zdarzenia”. Jednak już przed sezonem to wydawało się być jasne, że w rundzie jesiennej jedynie ten wyjazd budzić może większe emocje. Przecież Myszków, ściśle powiązany z chorzowskim Ruchem, to czołowa ekipa tej grupy czwartej ligi, a mecze pomiędzy tymi zespołami mają już swoją historię, głównie kojarzącą się z najlepszymi drugoligowymi czasami Ruchu Radzionków. „Smaczku” temu wyjazdowi na pewno dodawały też zdarzenia z drugiej kolejki, kiedy Ruch grał swój mecz w Zawierciu – Kromołowie…
W tym świetle liczba pięćdziesięciu czterech osób, jakie pojawiły się tego niedzielnego przedpołudnia w sektorze gości tego kameralnego myszkowskiego obiektu nie mogła budzić większego entuzjazmu. Wszak w ubiegłych latach „takie” wyjazdy potrafiły ściągnąć zdecydowanie więcej ludzi. Spadek do czwartej ligi jednak na pewno odbija się, i przez jakiś czas zapewne jeszcze odbijać się będzie na frekwencji wśród tych najzagorzalszych fanów Cidrów, bo przecież podobne odczucia (na tle „podobnych” spotkań z poprzednich sezonów) budziła też liczebność młyna w inauguracyjnym meczu z GKS’em Tychy.
Goście, mający w pamięci poprzednie mecze tych drużyn (a ostatni taki mecz w Myszkowie odbył się prawie dokładnie pięć lat temu) nie poznawali miejscowego obiektu. Fanom z Radzionkowa stadion ten mógł się kojarzyć z malutkimi, zza płotów wręcz niewidocznymi trybunami, z małą „klatką” dla gości, z której nic prawie nie widać, a do której dochodziło się zarośniętą ścieżką, kładką nad bagnami. Tym razem autokar i samochód z kibicami gości mógł już podjechać pod sam sektor dla przyjezdnych, sama „klatka” znajdowała się już w innym miejscu (choć widoczność z niej wcale nie była wyraźnie lepsza od tej, jaką pamiętano ze starego jej miejsca), a wzdłuż boiska z jednej strony „wyrosła” niewielka, acz bardzo ładna kameralna trybuna. „Gdybyśmy czegoś takiego doczekali się i w Radzionkowie…” – wzdychać tylko mogli fani Ruchu.
Rozśpiewany autokar z kibicami gości wyruszył z Radzionkowa bez tradycyjnej i spodziewanej w takich przypadkach policyjnej obstawy, gdyby nie liczyć tylko jednego nieoznakowanego policyjnego samochodu. Tak też dotarł aż pod bramy stadionu. Dopiero tam rozmowy o listach imiennych, spisywanie, przeszukiwanie, filmowanie, przedstawianie się przed kamerą, i odpowiednie „ustalenia” z przedstawicielami ochrony i policji, którzy informują przyjezdnych jakoby… klub Ruch Radzionków miał dla swoich kibiców zamówić tylko dwadzieścia biletów, i groźby, że tylko tylu fanów gości może zostać wpuszczonych na obiekt. Na sektor jednak bez większych problemów wchodzą wszyscy, z tego mniej więcej połowa bez biletów…
I tu rzecz dla sympatyków zespołu Ruchu chyba bez precedensu – otóż w znajdującym się w sąsiedztwie stadionu i w najbliższym sąsiedztwie „klatki” dla gości kościele odbywają się właśnie msze święte. I w ten sposób aż do końca meczu kibicom gości towarzyszą modlitwy, kościelne pieśni, kazania księdza, do których nierzadko muszą oni dostosowywać swój śpiew. Teraz już chyba nie ze wspomnianymi powyżej obrazkami, a właśnie z tym kościołem kojarzyć się będzie w Radzionkowie klub z Myszkowa.
Przyjezdni, którzy przywieźli ze sobą dwie nieduże flagi (herb i „Vitor”) od początku starają się dopingować. Doping ten momentami jest nierówny, zdarzają się mu zastoje, lecz mimo dość dużej odległości („klatka” w Myszkowie znajduje się teraz za bramką) jest on chyba dobrze słyszalny w sektorach gospodarzy.
A tych w młynie zebrało się kilkadziesiąt „szala”, raczej ocenianych z perspektywy sektora gości na nie więcej niż osiemdziesiąt osób, a w drugiej połowie chyba nawet mniej. Trzy większe, bodaj najbardziej dla Myszkowa charakterystyczne flagi na płocie. A w końcowej fazie meczu skromna oprawa składająca się z racy i niebieskiej świecy dymnej. Doping tej grupy przez większość meczu niezły, choć z zastojami – generalnie zależny od tego, jak dla ich drużyny układały się boiskowe wydarzenia. Fragmentami słychać było dla miejscowych piłkarzy głośną pozytywną motywację, fragmentami wręcz odwrotnie; słyszalne były częste pozdrowienia dla zgód, ale nierzadko też bluzgi, głównie pod adresem gości, choć nie tylko.
Kibice Ruchu początkowo nie reagowali, co najwyżej pojawiały się tylko ironiczne brawa, by najpierw przez bardziej wyrafinowane odpowiedzi w końcu dać się sprowokować. Parę razy podczas tego meczu i ze strony gości słychać było więc wyzwiska.
A gdy skończył się już ten mecz, gdy piłkarze Ruchu odtańczyli zwycięski taniec na środku boiska, gdy po tych opisanych na wstępie aktach radości ze swoimi kibicami zeszli już do szatni, i gdy większość fanów zmierzała już ku autokarowi… na murawie, po przeciwnej stronie boiska, pojawiła się grupa kibiców Myszkowa, zwijająca swoje flagi i przy okazji wykrzykując coś w stronę sektora gości. W odpowiedzi na małą prowokację, wyskakując na płot, decyduje się kilku obecnych jeszcze na tym sektorze fanów Ruchu. Myszkowianie pośpiesznie zwijają swoje fany, zakładają chusty i wyraźnymi gestami prowokują gości do starcia. Jednak to zamieszanie wśród przyjezdnych, przez które nie była możliwa szybka reakcja większej ilości osób, duża odległość do grupy gospodarzy i już zbiegające się służby bezpieczeństwa, wreszcie „wymierzone” w nich obiektywy policyjnych kamer spowodowały, że ostatecznie zdecydowano się na „zaproszenie” Myszkowian nie odpowiedzieć.
Zagonionych szybko przez policję do autokarów kibiców czekała niemiła niespodzianka – kłopoty techniczne z ich środkiem transportu. Przez dłuższą chwilę wydawało się, że autokar w ogóle nie ruszy, w końcu jednak wyjechał on na trasę. Ciągnęła się za nim jednak chmura dymu, a podróż powrotna, początkowo w trochę liczniejszej eskorcie, potem w towarzystwie tylko tego jednego nieoznakowanego policyjnego samochodu, trwała niemalże półtora godziny. Zmęczeni i opóźnieni fani Cidrów udać się mogli wreszcie do domów czy do różnych lokali na niedzielny obiad czy na piwo. Na pewno wszystkim humory dopisywały. W końcu po zwycięstwie w Myszkowie Ruch w czwartoligowej tabeli wspiął się już na drugie miejsce.

Autor : Kibic Ruchu
Dodane: 2006-09-05
ultrasruch.com - Serwis kibiców Ruchu Radzionków | South Inferno ' 04