Drugoligowe lata powolnego upadku 2001-2003

No cóż, jesteśmy w II lidze. Wszystkim wydawało się że nasza karencja na zapleczu ekstraklasy nie potrwa długo.
Z drużyny nikt nie odszedł, więc istniała nadzieja że nowy sezon rozpoczniemy z kopyta i po roku wrócimy w szeregi najlepszych drużyn w Polsce. Nawet terminarz zdawał się być na naszą korzyść. Pierwsze trzy mecze u siebie.
Na początek Hetman Zamość. Wygrywamy, choć z trudem - kibiców gości nie stwierdzono.
Następny rywal to Arka Gdynia. Rywal atrakcyjny, zarówno pod względem piłkarskim jak i kibicowskim.

Kręcimy ponad 200 osobowy młyn, jest porządna oprawa, są racę itp. Goście pojawiają się w ponad 250 osób ale w zdecydowanej większości są to kibice Polonii Bytom i to z pobliskich osiedli.
Nie obywa się bez bluzg, a jeden z arkowców nagminnie pokazuje Cidrom swój ... goły zadek co wywołuje salwy śmiechu i politowania wśród naszych fanów.
Potem jeszcze zwycięstwo z Polarem i wydaje się że wszystko idzie w dobrym kierunku. Pierwszy wyjazd tej rundy to wizyta w Polkowicach, gdzie meldujemy się w ponad 50 osób i gdzie nie stwierdzono miejscowych kibiców z wyjątkiem fan klubu nieodległego Zagłębia Lubin.
Generalnie kibicowska pustynia w tamtym okresie.
Naszym następnym gościem jest Lech Poznań, a ci zawsze jeżdżą wszędzie i to w dobrych liczbach.
Nie była to inwazja jakiej doznaliśmy kilka lat wcześniej, ale Lech nigdy nie musi się wstydzić, ani swojej liczebności, ani swojego dopingu.
My oczywiście na ten mecz też kręcimy dobrze liczebnie młyn.
Potem wyjazd na Odrę Opole. Tam jesteśmy zawsze, a mecze z Odrą to przecież z wyjątkiem naszej gry w 1 lidze prawie, że klasyk.
W około 70-80 szala i tym razem jesteśmy na Oleskiej.
Następnie gramy u siebie z Stalą Gorzyce. Kibiców gości nie stwierdzono na tym meczu, lecz dochodzi do śmiesznej sytuacji.
Fani Stali usilnie twierdzili, że jednak na tym meczu byli czego dowodem miało być zdjęcie zrobione przed bramą naszego stadionu.
Jak się później okazało zdjęcie to zrobiono dużo później, gdy owi kibice przejeżdżali przez Narutowicza kierując się na mecz reprezentacji, która akurat tego dnia rozgrywała na Stadionie Śląskim spotkanie z Norwegią, które przypieczętowało nasz awans do MŚ 2002 w Korei.
Przyszedł czas na nasze pierwsze zero wyjazdowe czyli wyjazd do Nowego Dworu Mazowieckiego na tamtejszy Świt.
Potem gościmy GKS Bełchatów, który tradycyjnie zjawił się na Cider Arenie w kilkudziesięcio osobowej grupie.
Następne spotkanie to nasz wyjazd do Myszkowa, gdzie zjawia się nas kilkadziesiąt osób.
Mecz niestety przegrywamy 2-3, a nas czekała nie miła niespodzianka w postaci wysmarowanego jakimś świństwem płotu na którym paskudnie brudzimy się, ciesząc się z bramki zdobytej przez Ruch.
Po tym meczu dochodzi tez do śmiesznej sytuacji w której udział brał autor tych słów.
A mianowicie chodzi o to, że wszyscy kibice z wyjątkiem mnie przyjechali na ten mecz autobusem, a ja jako jedyny pojawiłem się tam prywatnym samochodem. Autokar podjechał pod sektor i wszyscy do niego wsiedli, a ja spokojnie poszedłem sobie na parking, gdzie miałem zaparkowane auto. Spokojnie odjechałem, lecz po kilkuset metrach w wstecznym lusterku zobaczyłem że ściga mnie wyładowany po brzegi ... maluch z kibicami Myszkowa.
Sytuacja była na tyle kuriozalna, że droga w kierunku Siewierza obfituje w dość ostre podjazdy i naprawdę nie wiem do dzisiaj na co liczyli fani Myszkowa zwłaszcza, że ja jechałem sam w nowej, kilkumiesięcznej sportowej wersji Seata Ibizy, a oni w przeładowanym i zdezolowanym kaszlaku. Sytuacja niedługo wyjaśniła się, gdy dogoniłem nasz autokar, a załoga Malucha szybko zawróciła.
Potem gości u nas Wisła Płock lecz bez wparcia swoich kibiców, a nasz młyn po ulewnym deszczu daje sobie spokój z dopingiem,
Następnie zaliczamy wyjazd na Szczakowiankę a tydzień później gości u nas Jagiellonia Białystok.
To też ciekawe mecz chociażby ze względu że kilkunastoosobowa ekipa białostockich kibiców przez cały mecz siedzi cicho na sektorze gości i około 70 min. bez słowa opuszcza nasz obiekt.
Następny mecz to wyjazd na Zagłębie Sosnowiec lecz musimy się obejść ze smakiem bo na Stadionie Ludowym jest remont i nie wpuszczają kibiców gości.
Kolejnym gościem jest ekipa Hutnika Kraków, która w kilkadziesiąt osób z dobrym dopingiem wspiera swoich piłkarzy na tym meczu.
My po tygodniu zaś meldujemy się w kilkanaście osób na ŁKSie Łódz.
Do końca rundy mamy jeszcze jeden wyjazd do Kietrza na tamtejszego Włókniarza, gdzie oczywiście także jesteśmy.
Jesienią rozgrywane są jeszcze także 4 pierwsze kolejki rundy wiosennej, które gramy na wyjeździe lecz tylko na Polarze Wrocław nasi piłkarze mogą liczyć na wsparcie naszych kibiców.
Ostatnie spotkanie gramy jednak u siebie z Polkowicami które mimo, że w pełni zimowej atmosferze nie odstrasza grupy naszych kibiców od kręcenia dobrego dopingu.
Wiosna zaczyna się od wyjazdu na Lech, gdzie niestety nie ma naszych kibiców, a u nas pierwszymi gośćmi są kibice Odry, którzy przy wsparciu Polonii meldują się w około 200 szala na sektorze gości. Nas około 150 w młynie z oprawą.
Następny mecz to wyjazd naszej 4 osobowej grupki do Gorzyc, gdzie postanawiają dostać się ... Maluchem, którym po meczu muszą szybko znikać, ponieważ pogoń za nimi postanowiła sobie zrobić ekipa miejscowej Stali.
Kolejne mecze to Świt u siebie i zero gości oraz nasze zero w Bełchatowie.
Następnie gramy u siebie z Myszkowem, którego jeden kibic pokazuje się na sektorze gości. Po meczu zostaje odstawiony bezpiecznie na przystanek autobusowy, aby nie spotkała go niespodzianka ze strony miejscowych kibiców Polonii Bytom.
Potem mamy zero wyjazdowe w Płocku i wizytę grupki kibiców Szczakowianki z ... prawdziwą orkiestrą z trąbkami.
Nie odwdzięczamy się kibicom Jagi w rewanżu, ale za to później mamy prawie 1000 osobowy najazd kibiców Zagłębia Sosnowiec.
My też specjalnie szykujemy się na ten mecz i kręcimy ponad 150 osobowy młyn.
Następnie jedziemy w około 50 szala na Suche Stawy do Krakowa, gdzie musimy stoczyć pojedynek z kibicami Hutnika w obronie sektora i naszych flag. Starcie na remis.
Do końca rundy odwiedza nas jeszcze ŁKS Łódź, a my jedziemy w kilkanaście osób do Łęcznej i w około 50 chłopa na ostatni mecz sezonu do Opoczna gdzie niemiłosiernie napina się miejscowa grupa kibiców Ceramiki. Napina się i nic więcej.
Pierwszy sezon po spadku zakończył się i trochę rozczarował. Piłkarze nie wrócili do 1 ligi, a na naszym obiekcie była zarówno słaba frekwencja w młynie jak i na reszcie trybun. Nie oznacza to jednak że kiedykolwiek młyn nie był prowadzony lecz jego liczba oscylowała w granicach 100-200 osób, a to mało w porównaniu z tym co jeszcze mieliśmy rok temu.
Na pociechę zasługiwał tylko fakt że zaliczyliśmy ponad 2/3 wyjazdów, nie decydując się tylko na te naprawdę dalekie eskapady.
Następny rok mógł nas wprowadzić w niepokój. Odeszła prawie cała czołówka zawodników stanowiąca o sile naszej drużyny.
I zaraz niestety przełożyło się to na wyniki. Gramy bardzo słabo a do tego marnego poziomu dostosowują się niestety także nasi kibice.
Pierwszy mecz mamy w Wrocławiu z miejscowym Śląskiem, gdzie jedziemy w 40 osób i gdzie na inaugurację przegrywamy 0-4.
Potem mamy mecz z Podbeskidziem którego kibice w liczbie kilkudziesięciu pojawiają się u nas i ...wpadają w panikę widząc naszych fanów idących w stronę ich sektora ...








Dodane: 2014-02-24
ultrasruch.com - Serwis kibiców Ruchu Radzionków | South Inferno ' 04