Na 3 ligę nadszedł znowu czas 2003-2006

Po 7 latach spędzonych na szczeblu krajowym przyszło nam wrócić na stare śmiecie, czyli do III ligi. Nie była to jednak taka III liga jaką opuszczaliśmy kilka lat wcześniej jako jej mistrzowie. Wtedy grały tam drużyny z szeroko rozumianego Śląska, czyli z województwa katowickiego, opolskiego, bielskiego i częstochowskiego, a teraz przyszło nam grac od Słubic na zachodzie po Sosnowiec na wschodzie i Kietrz na południu. Wszyscy byli pełni obaw co do frekwencji na trybunach i tego, ilu tym razem fanów żółto-czarnych opuści nasze szeregi.

Inaugurację przyszło nam rozgrywać z drużyną z opolskiego o specyficznej nazwie Swornica Czarnowąsy. Frekwencja nawet nie była taka zła.
500 osób na meczu i około 100 ludzi w młynie z dobrym dopingiem przez cały mecz.
Gości zero, chociaż w sektorze gości zasiada jakiś osobnik, ale trudno stwierdzić kto to był, bo nikomu nie przyszło do głowy spytać się gościa, czy aby nie jest przypadkiem z Czarnowąsów.
Równie dobrze mógł to być jakiś nasz kibic, który schronił się na sektorze gości przed palącym, sierpniowym słońcem, ponieważ miejsce to jest jedynym na naszym stadionie, gdzie cień dają wysokie i solidne drzewa.
Zresztą nie raz w obliczu braku przyjezdnych i tropikalnych upałów nasi kibice uciekali na to jedyne dające cień miejsce na Narutowicza 11.
Pierwszy wyjazd i zaraz uderzenie z grubej rury.
Polonia Bytom - Ruch Radzionków. Jest połowa sierpnia i jeszcze dużo naszych jest na wakacjach, więc i tym razem istnieją obawy, że nie pokażemy się tam w dobrej liczbie.
Obawy te podsycają poloniści, którzy wszem i wobec powtarzają się, że nie odważymy się pojawić na Olimpijskiej 2, a jak już przyjedziemy to będzie nas maksymalnie 100 szala.
Trzeba było zadać kłam tej niczym nie potwierdzonej propagandzie i po selekcji, czyli zakazie wyjazdu osób poniżej 16 roku życia pojawiamy się na obiekcie Polonii.
Jest nas tam ponad 220 osób, co stanowi zaskoczenie zarówno dla nas jak i za pewnie dla miejscowych.
Mecz odbywa się jak się można było spodziewać w atmosferze wzajemnych bluzgów, jednak to my mamy wielką satysfakcję po meczu bo to nasi piłkarze pokonują największych wrogów 1-0 i to na ich stadionie.
Powrót spokojny, jednak tak jak miało miejsce w przypadku dojścia na mecz, drogę odbywamy piechotą, chcąc nie chcąc eskortowani przez wielkie siły policyjne.
Następny mecz to Walka Makoszowy i brak kibiców gości, a potem nasze zero na Śląsku Wrocław, bo jak to często u nas bywa zawiodły sprawy logistyczne czyli transport.
Później parę meczy u siebie z dobrym młynem jak na nasze warunki (około 100 osób), bez kibiców gości i nasze zero wyjazdowe w Zielonej Górze. Wreszcie przychodzi wyjazd na starego rywala znanego nam doskonale jeszcze z czasów 3 i 2 ligi w latach 90-tych ubiegłego wieku.
Na zbiórce stawiamy się w około 60 szala. Jak było do przewidzenia znowu nie ma transportu. Ale tym razem postanawiamy nie popuszczać.
Do Opola ruszają bezpośrednio dwie fury z pełną obsadą, a reszta czyli około 50 szala postanawia dostać się na Odrę koleją.
Niestety w Bytomiu odpada część osób zrażonych brakiem dobrego połączenia i do Katowic jedzie już tylko 25 Cidroków.
W Katowicach znowu rozczarowanie, bo pociągiem nie zdążymy nawet na koniec meczu. Ale około 10 najbardziej upartych z nas postanawia dostać się do Opola prywatnym busikiem.
Tak więc jedziemy i okrężną drogą , bo przez Mikołów i pojawiamy się na początku drugiej połowy na Oleskiej.
Bramy zamknięte na głucho, więc nie zastanawiając się dużo wbijamy się przez płot na stadion. Ku naszemu zdziwieniu mylimy sektory i hukiem i głośnym dopingiem lądujemy na sektorze buforowym, gdzie w popłochu ucieka kilkunastu miejscowych pikników, a w niedużym wtedy młynie Odry panuje konsternacja, bo miejscowi za pewnie nie spodziewali się pojawienia fanów żółto - czarnych tak blisko siebie.
Całkiem nie daleko wisiały flagi Odry i była duża możliwość skrojenia płócien miejscowym w szczególności, że ci tak jak już wcześniej wspominano byli szczerze zdziwieni. Nasze niezdecydowanie wykorzystała za to psiarnia i ochrona, która otoczyła nas szczelnie i chciała nas zawinąć na dołek za wjazd bez biletów. Po krótkiej szarpaninie jednak pozwalają nam dołączyć do 10 osobowej grupy zmotoryzowanych kibiców Radzionkowa.
Powrót spokojny, bo ci którzy dojechali busem wracają z piłkarzami do domu.
Meczy u siebie, aż do kwietnia nie ma co opisywać, bo nigdy nic się nie dzieje, czyli brak przyjezdnych, a nasz młyn liczy średnio 100 szala co mecz. Są za to mecze na wyjazdach.
Następnym po Opolu jest wyjazd pod czeską granicę, czyli na Włókniarza Kietrz. Tam też dojeżdżamy prywatnymi busikami i meldujemy się w około 35 szala.
Miejscowych kibiców tam brak, nie licząc dosyć licznie zgromadzonych pikników, a ochrona chce nas umieścić w klatce dla gości, której nie powstydził by się wybieg dla słoni w każdym ZOO.
Nic sobie nie robimy z ich pomysłów i sami maszerując wzdłuż linii bocznej zajmujemy miejsca na trybunie, gdzie nam jest wygodnie.
Niestety, tam odnotowujemy dotkliwą porażkę, czyli 0-4.
Później nie ma nas w Głogowie, a na koniec przyszło nam odwiedzi nie byle kogo bo Zagłębie Sosnowiec w liczbie 40 osób.
Droga tam to podróż komunikacją miejską.
Miejscowych bardzo dużo, bo około 5 tyś. z dobrą oprawą, a my odpalamy kilkanaście rac i co nie powinno dziwić w takiej liczbie trudno nam się przebić z dopingiem. Powrót to na wniosek policji jazda jakimiś dziwnymi trasami wynajętymi busikami do Radzionkowa.
W przerwie zimowej dochodzi do nieprzyjemnego incydentu, bo miejscowi kibice Polonii podszywając się pod naszych ukradli z magazynu klubowego 4 nasze flagi, dumnie paląc je na następnych derbach na Olimpijskiej, a poza tym dochodzi do równie nieprzyjemnej sytuacji podczas zimowej "ustawki", gdzie poloniści mimo wcześniejszych ustaleń przyjeżdżają w kilkukrotnie większej liczbie i ze sprzętem, a następnie obijają naszych i okradając ich, tłumacząc się mętnie, że dzielnicowe fan cluby nie mają zgody na samodzielne ustawki.
Chwały im te dwa zdarzenia nie przynoszą i spotykają się z krytyką w całym kraju.
Przyszła wiosna i jak to bywa w naszym wykonaniu zaraz ruszamy z kopyta. Ponad 130 osób na Walce Makoszowy.
Potem mamy wizytę kilkudziesięciu fanów Śląska Wrocław, a my korzystając z okazji kręcimy dobry, ponad 150 osobowy młyn z oprawą pirotechniczną.
Na kolejny wyjazd jedziemy w 50 osób na Carbo Gliwice, gdzie nie dostrzegamy żadnych fanów Piasta, czy Górnika.
Bawimy się doskonale na stadionie i jego okolicach.
Następnie jedziemy w 14 osób do Czarnowąsów, a jeden z naszych samochodów musi uciekać przed Odrą Opole.
Później 7 naszych pojawia się w Słubicach, gdzie panuje cisza i spokój, bo jak się wydaje te nadgraniczne miasto to kibicowska pustynia.
Wreszcie długo oczekiwany mecz derbowy z Polonią na naszym stadionie.
Przed meczem na sektor od strony Stroszka wbija się kilkudziesięcioosobowa ekipa Polonii i po chwili uderza przez murawę na naszą flagę.
Flagę jednak bronimy, a poloniści są siłą przez prewencję zawróceni na trybuny.
Dochodzi do ciekawej sytuacji, bo w tym meczu dopingują dwa sektory polonistów oddalone od siebie całą długością boiska.
W sumie jest ich około 500-550 wraz z zgodami.
Nas tego dnia około 250 w młynie z dobrym dopingiem oraz z największym, jak do tej pory racowiskiem na Narutowicza 11.
Odpalamy ponad 50 rac co daje kapitalny efekt. Mecz kończy się remisem.
Za tydzień gościmy Odrę, ale główna ekipa Odry jest tego dnia na Polonii, gdzie gra z Śląskiem Wrocław.
Na naszych sektorach melduje się jakiś 8 czy 9 osobników, którzy przez cały mecz tylko stoją.
Pod koniec meczu pod kasy sektora gości dobija około 25 Odry z Bytomia, ale nie zostają wpuszczeni na sektor.
Wiosną jedziemy jeszcze w 40 osób samochodami na MK Katowice, gdzie również spokój i brak jakichkolwiek kibiców oraz w 8 na Promień Żary. Następnie 2 osoby od nas pojawiają się na sektorze gości w Legnicy, a na zakończenie jedziemy w 50 osób na Rozwój Katowice, gdzie na trybunach gospodarzy miejscowi kręcą jakiś 20 osobowy, młodociany młynek i wywieszają dwa prymitywne transparenty.
Na koniec sezonu hit. Zagłębie Sosnowiec. Pojawiają się u nas w około 1000 osób i naprawdę doskonale dopingują i cieszą się z awansu ich drużyny do II ligi. Przed meczem i jego przerwie walczą z policją.
Nas około 200-220 w młynie. Co jest ciekawostką na meczu 85 - 90 % stanowili fanatycy Radzionkowa i Zagłębia, bo na ogólną liczbę 1300-1500 widzów pikniki stanowili tylko kilkudziesięcioosobową grupkę.
To doskonale oddaje klimat 3 ligi i tego, kto tak naprawdę zostaje na trybunach, gdy kończą się sukcesy.
Po meczu grupa naszych kibiców z Radzionkowa toczy zwycięską potyczkę z kibicami Polonii na pobliskim Sójczym.
Pierwszy sezon w 3 lidze po spadku się zakończył.








Dodane: 2014-03-02
ultrasruch.com - Serwis kibiców Ruchu Radzionków | South Inferno ' 04