Podsumowanie sezonu 2015/2016

Sezon 2015/16
Runda jesienna
To co kiedyś było tylko koszmarem teraz stało się faktem. Kolejny rok w IV lidze, w której po przegranych barażach zadomowiliśmy się na dobre, raczej bez perspektyw na szybkie wydostanie się z tego bagna. Jednak prawdziwych fanatyków poznaje się nie po tym jak są przy klubie, gdy ten osiąga sukcesy, a w momencie największych kryzysów.
Rundę jesienną przyszło nam rozpocząć od spotkania u siebie z Górnikiem Piaski. Pierwszy mecz przy Narutowicza raczej nie zasłużył na większą uwagę.


Sektor gości standardowo świecił pustkami, a my wystawiamy około 80 osobowy młyn, prowadząc regularny doping.
Kolejne spotkanie Cidry rozegrały na wyjeździe w Ząbkowicach z tamtejszą Unią. Początkowo otrzymaliśmy informację, iż sektor gości nie będzie tam dla nas dostępny, dlatego oficjalnie żaden wyjazd nie był organizowany.
Na parę dni przed nasz zarząd informuje nas o możliwości wyjazdu, jednak w tym momencie ruszyły już zapisy na wyjazd do Grodźca i niestety wpada nam pierwsze i ostatnie zero wyjazdowe w tej rundzie.
Następna kolejka to mecz u siebie z Przyszłością Ciochowice. Jak na każdym spotkaniu wystawiamy młyn z rozwieszonymi flagami i prowadzimy dobry doping. Z racji tego, iż spotkania u siebie w większości wyglądały podobnie, a żadna ekipa poza MKSem Myszków nie zawitała do Radzionkowa to w relacji zostaną przedstawione tylko najciekawsze spotkania.
Takim spotkaniem był wyjazd na RKS Grodziec.  Teren już nam znany, ponieważ w poprzednim sezonie ta eskapada nas nie ominęła. Pierwsze wyjazdy w sezonie zawsze wychodziły nam przyzwoicie – tak było i teraz. Do Grodźca jedziemy tym razem w 67 osób z ogromną obstawą psiarni, która po małej awanturze z poprzedniego sezonu chyba wyciągnęła wnioski. Klub również odnowił sektor gości, który został ogrodzony i w końcu przypominało to normalne warunki, a nie piknik w B klasie. Przez całe spotkanie prowadzimy dobry doping, poprawiając sobie humory podczas wymiany uprzejmości z miejscowymi, którzy chyba prosto z knajpy udali się pod stadion. Im więcej alkoholu przyswajali tym więcej odwagi im przybywało. Skończyło się na próbie przeskoczenia płotu przez miejscowego i.. skręcenia kostki. Cóż, klimat tej ligi jest naprawdę specyficzny. W dobrych humorach wracamy do Radzionkowa ponownie z grubą obstawą. Na kolejny tydzień każdy fanatyk Radzionkowa czekał z utęsknieniem. Starsi kibice pamiętali potyczki z Myszkowem z dawnych lat, dlatego rywal ten budził spore zainteresowanie.
Na tym spotkaniu wystawiamy około stu osobowy młyn, co przenosi się na dobry doping z naszej strony. W pierwszej części spotkania debiutują nowe flagi na kijach – pasiaki, które dały fajny efekt i przy odpalonych petardach ubarwiły smutną IV ligową rzeczywistość. Coś co kiedyś było oczywiste, teraz budzi sensację, bo.. w końcu doczekaliśmy się kibiców gości. Takie uroki tej ligi, że dokąd się nie wybierzemy tam wzbudzamy sensację, a na przyjazd do Radzionkowa co niektórym brakuje chyba ikry. Po wcześniejszych ustaleniach kibice Myszkowa mieli zasiąść u nas na trybunach, ze względu na brak oficjalnego wyjazdu z ich strony, ale ostatecznie wpuszczamy ich na sektor gości gdzie meldują się w ok. 40 osób. Kilkukrotnie śpiewamy znane i lubiane „Piłka nożna dla kibiców” czy „Zawsze i wszędzie..”.
Po blisko 2 tygodniach przyszło wyczekiwane spotkanie derbowe na wyjeździe z Gwarkiem Tarnowskie Góry. W poprzednim sezonie stawiamy się tam w ponad 160 osób. Podczas spotkania dochodzi do awantury z psiarnią i próby starcia z miejscowymi. Tym razem sektor gości jest dla nas zamknięty. Mimo to głównie młodym składem zbieramy się w około 30 osób i jedziemy pod stadion w Tarnowskich Górach. Kibiców miejscowych nie odnotowujemy, a policja gwarantuje nam nieprzyjemny komitet powitalny. Spisywanie, kamerowanie, przeszukania fur to wszystko na porządku dziennym.
Kolejne spotkania to już seria zakazów i zamkniętych sektorów gości z absurdalnymi wymówkami. Tym samym wypadły nam ciekawe wyjazdy na Slavię Ruda Śląska czy na Giekse II Katowice, która swój mecz rozgrywała na stadionie przy Bukowej, co tym bardziej było niezrozumiałe czemu nie mogliśmy tam zasiąść. Prowadzone były już zapisy, mimo to wyjazd nie doszedł do skutku..
Po serii spotkań u siebie, które nie zapisały się niczym istotnym w pamięci pora na mecz z Przemszą Siewierz. Goście oczywiście nie pojawili się w Radzionkowie, jednak w naszych szeregach od dawna trwała mobilizacja na to spotkanie, a to głównie za sprawą South Inferno, które przygotowało na ten mecz sporo atrakcji. Nie było malowanych sektorówek, ale przez całe 90minut w młynie coś się paliło. W pierwszej połowie do flag na kiju odpalone zostają race, a później odpalamy żółte świece dymne wraz z wyrzutniami hukowymi co dało rewelacyjny efekt. W drugiej połowie ponownie odpalamy race i wyrzucamy konfetti. Tego dnia w młynie blisko 100 osób i ciekawa wideo relacja z naszego spotkania ruszyła w świat.
Ostatni mecz sezonu przypadło nam grać w Częstochowie z rezerwami Rakowa. Większości z nas sektor gości w Częstochowie jest dobrze znany. Z racji tego, iż w tej rundzie mieliśmy tak naprawdę jeden wyjazd na legalu do Częstochowy wybieramy się w 53 osoby autokarem. Wywieszamy naszą największą flagę Ruch Radzionków i po mimo tragicznej pogody prowadzimy dobry doping przez całe spotkanie.
Runda jesienna była naprawdę tragiczna. Policja, zarządy innych klubów robiły nam cały czas pod górkę, żebyśmy tylko nie mogli dopingować Ruchu na wyjeździe. Na szczęście wiosna przyniosła upragnioną odwilż i masę wyjazdów.

Runda wiosenna

Sezon ogórkowy w tym roku nie był dla nas zbyt łaskawy. Raz po raz dotykały nas różne mało optymistyczne informacje dotyczące naszego Ruchu. Pierwsze spotkanie to wyjazd na dobrze nam znaną dzielnicę Czeladzi – Piaski. Teren dosyć gorący, a to za sprawą działającego mocnego FC Sosnowieckiego Zagłębia. Odpowiednio wcześniej prowadzone zapisy dały nam 53 osoby na liście wyjazdowej. Na miejscu zbiórki ustawiamy się do wspólnego zdjęcia wraz z banerem #StadionDlaCidrów, który jest wizytówką naszej akcji dotyczącej walki o stadion w Radzionkowie. Od samego początku jedziemy z taką eskortą, że Derby Śląska nie powstydziłyby się takiej obstawy. Droga przebiegła spokojnie, wchodzimy na sektor, który w tamtym roku przysporzył nam wiele wrażeń. Przez całe spotkanie prowadzimy dobry doping. Jak przystało na IV ligę zamawiamy pizzę na sektor i dobrze się bawimy. Po meczu dziękujemy piłkarzom i zawijamy w drogę powrotną.
Na następną rundę przypadł nam mecz u siebie z Unią Ząbkowice, która wycofała się z rozgrywek, zatem Cidry kasują 3 punkty walkowerem. Kolejny weekend przyniósł nam.. egzotyczne Ciochowice. Wyjazd w te „barwne” tereny nie był oficjalnie organizowany, jednak staramy się być zawsze i wszędzie, tym samym ostatecznie meldujemy się w 23 osoby. Na stadion wchodzimy za darmo, po jakimś czasie „ochrona” próbuje ściągnąć od nas opłatę za wejście, ale szybko rezygnują z tego pomysłu. Obok stadionu sala weselna, na której trwa impreza, przez całe spotkanie. Po meczu w rytmie lat ’80 i ’90 bawimy się na murawie. Wyjazd należał do tych, które w pamięci zostaną na dłużej, bo żadna liga nie gwarantuje takich doznań ;-). Po serii mało interesujących spotkań, w końcu przyszła pora na wyjazd tej rundy. Od dłuższego czasu trwała mobilizacja w naszych szeregach, ponieważ w końcu czekało nas widowisko do którego przyzwyczailiśmy się w poprzednich latach. Mowa oczywiście o wyjeździe do Myszkowa. Rywale od dawna mocno się mobilizowali i zapowiadali komplet na trybunie. Ostatecznie do Myszkowa wyruszamy w 75 głów. Oficjalnie sektor gości w tym dniu był zamknięty, jednak pomocną dłoń wyciągnęli do nas kibice z Myszkowa, dzięki którym mogliśmy wejść normalnie na sektor, za co serdeczne podziękowania! Na tym meczu debiutuje nowa flaga „Ruch” z dobrze już znanym motywem z sektorówki, która była zaprezentowana rok temu na meczu barażowym z Bełkiem. Doping z jednej i drugiej strony na najwyższym poziomie. Gospodarze odpalają piro i prezentują oprawę. Na wielu spotkaniach w wyższych klasach rozgrywkowych ciężko doświadczyć takiej atmosfery. Po meczu dziękujemy piłkarzom za walkę do końca i zwycięstwo. Następnie zawijamy do Radzionkowa.
Tak jak w rundzie jesiennej narzekaliśmy na brak wyjazdów tak teraz wyjazd gonił wyjazd. W przeciągu dwóch tygodni czekały nas trzy wyjazdy. Po meczu w Myszkowie czekał nas wypad na Górnik Wesoła. Nie chcieliśmy sobie pozwolić na nielubiane przez nikogo zero wyjazdowe i tym samym w sobotni poranek spontanicznie zbieramy się młodym składem i 3 autami wyruszamy w stosunkowo niedaleką podróż. Na miejscu pojawiamy się w 14 osób, doping zarzucamy sporadycznie, a po meczu piłkarze dziękują nam za przyjazd. W trakcie rozmowy przy okazji motywujemy ich do nadchodzących lokalnych derbów z Gwarkiem Tarnowskie Góry. Wyjazd raczej bez historii, spokojnie bez obstawy wracamy do siebie.
Gdyby ktoś z naszych znajomych jeszcze kilka lat temu powiedziałby nam, że będziemy się mobilizować na derby powiatu z Gwarkiem Tarnowskie Góry zostałby najzwyczajniej wyśmiany. Jednak to co kiedyś wydawało się nierealne, stało się smutną rzeczywistością. Terminarz w tej rundzie nas nie rozpieszczał, a piłkarskie święto przypadło na środę 27 kwietnia. Pogoda w środowe popołudnie była beznadziejna, od rana padający deszcz przeplatający się z burzami zmusił nas do zmiany lokalizacji młyna i tym razem wyjątkowo prowadzimy doping z krytej trybuny. Tego dnia w młynie ponad 100 osób z dopingiem jakiego nie było już dawno. Na płocie wieszamy oldschool’ową flagę Bad Boys, śp. Starszy oraz dzielnicowa Vitor. Podczas naszej pierwszej wizyty w Tarnowskich Górach, gdzie pojawiliśmy się w 163 osoby okoliczne FC Górnika Zabrze znacząco mobilizowały się na to spotkanie, ale po awanturze na ich stadionie od tamtego czasu z Gwarkiem nie utożsamia się żadna oficjalna grupa kibiców, zatem w sektorze gości oficjalne zero. Grupka sponsorów i działaczy rywali tego dnia była wyjątkowo wyszczekana zasiadając na balkonie VIP. Po złożonej im obietnicy, iż po meczu na pewno będziemy chętni do wymiany zdań z nimi, przechodzimy do działań. Zachęcamy ich do wyjścia jednak, Ci wręcz barykadują się w budynku klubowym, a w przeciągu 10min. na stadion dojeżdża prewencja.
W tym momencie przez okno klubowe uaktywnili się … piłkarze Gwarka. Momentalnie ruszamy w ich stronę. Stróże prawa oczywiście nie wytrzymują ciśnienia i zaczynają pałować. Po uspokojeniu sytuacji zostajemy zatrzymani, rozpoczęła się standardowa procedura spisywania, nagrywania i przeszukiwania. Panowie z komendy tak polubili nasze twarze, że co mecz mają ochotę uzupełniać nimi swoje puste miejsca na dysku. Podsumowując nawet derby z rywalem, który nie ma historii, tradycji, a przede wszystkim kibiców mogą mieć smaczek. Kolejny raz udowadniamy, że IV liga to nie nasz poziom.
Kolejny wyjazd to Polonia Poraj - Nawet z nazwy nie brzmi to zachęcająco, jednak 23 kibiców zasiadło w sektorze gości. Samo spotkania było sprawą drugorzędna i na sektorze rozpalono grilla, piwko się lało i czasami prowadzony był doping.
Jednak co najmniej historycznym wydarzeniem jest sytuacja, która miała miejsce już po meczu.
Wraz z ostatnim gwizdkiem nasza zabawa się nie kończy i zostajemy na trybunie gdzie dalej grillujemy. Po jakimś czasie odwiedził nas członek zarządu Polonii Poraj i wręczył ku naszej uciesze półlitrową butelkę wiadomej substancji w podziękowaniu za odwiedziny i dobrą zabawę.
Taki gest zdarza nam się chyba po raz pierwszy i tym mocniej został doceniony przez melanżowe towarzystwo tego sobotniego spotkania.
Następnie udajemy się ponownie w tym samym kierunku, lecz tym razem do Żarek.
Do tej pory wyjazdy do Żarek nie wzbudzały wśród naszych kibiców większego zainteresowania i przeważnie pojawialiśmy się tam w symbolicznych liczbach, jednak tym razem postanowiliśmy, że wyjazd będzie oficjalnie organizowany i w ten sposób 41 fanatyków dopingowało nasz zespół, a na płocie zawisła jedna flaga RR z Herbem.
Sektor dla nas był "przygotowany" gdzieś tam z boku, jednak przez padający deszcz postanowiliśmy przejąć trybunę krytą od gospodarzy, gdzie zresztą i tak za dużo osób nie było.
W przedostatnim domowym meczu w tej rundzie gościliśmy przy Narutowicza 11 zespół Concordii Knurów.
Mecz ten w ogóle nie przypominał spotkania z tamtego sezonu, gdy do nas zawitała liczna grupa kibiców z Knurowa, a nasz młyn był znacznie liczniejszy.
Kibice Concordii tym razem nie pojawili się u nas z tego powodu, ponieważ mają kose z prezesem i dopóki on będzie zarządzał klubem to oni nie będą się angażować w ruch kibicowski w Knurowie.
Nasza liczba w młynie nie robiła raczej wrażenie chyba z tego względu, że mecz odbył się w długi weekend i większość raczej wybrała odpoczynek poza domem.
Ostatecznie kto miał się pojawić w młynie, to się pojawił i raczej na nudę nie można było narzekać.
Na płocie pojawiły się trzy flagi Ciderland, Ruch oraz Sójcze.
Zawisł również transparent o treści „Mordercy wciąż na wolności 02.05.15 r.”
Odnosił się on do pamiętnych wydarzeń z Knurowa, gdzie kibica na naszych oczach zamordowała policja. Do dzisiaj nikt nie został ukarany, nie me winnych, a mordercy sobie spokojnie żyją wśród społeczeństwa i co gorsze – nadal wykonują swoją prace i są niebezpieczni mając dalej pistolet w ręku.
W drugiej połowie odpalamy jeszcze spontanicznie czerwone ognie wrocławskie i to chyba tyle z wydarzeń na trybunach.
Wyjazdowo sezon zakończyliśmy na Przemszy Siewierz.
Biorąc pod uwagę postawę piłkarzy to wyjazdowo zaprezentowaliśmy się całkiem dobrze w tej rundzie i na sam koniec odwiedziliśmy jeszcze Siewierz, gdzie jakiś czas temu lokalni kibice mieli swój młyn, flagi i doping, ale w sobotę się przekonaliśmy, że jest to kolejny klub, gdzie kibice są lub byli, ale tylko na chwilę.
Ochrona na miejscu konkretnie przygotowana na nasz przyjazd lecz z wejściem nie było problemów i w zasadzie można było wnieść wszystko.
Parę osób dojechało na stadion autem na własną rękę i ostatecznie wspieramy Cidry w 57 osób, mając ze sobą wcześniej wspomnianą flagę.
Dopingujemy raz z lepszym, raz z gorszym efektem.
Miejscowi bez młyna, jednak od czasu do czasu coś tam śpiewają w naszym kierunku, ale tylko zareagowaliśmy śmiechem na ich doping.
Po meczu przy sektorze rozmawiamy z piłkarzami o ich postawie, ponieważ nie jest to ten sam Ruch Radzionków, który jeszcze niedawno walczył i gryzł trawę na boisku. 
No i na sam koniec, już w trakcie mistrzostw Europy, czekał na nas ostatni mecz z rezerwami Rakowa Częstochowa.
Namawialiśmy wszystkich kibiców do przyjścia na młyn i była również przygotowana oprawa, ponieważ chcieliśmy godnie pożegnać ten sezon.
Niestety na kilka dni przed meczem została zmieniona godzina meczu na 13:00 i na pewno to miało jakiś wpływ na frekwencję, ponieważ mimo wszystko liczyliśmy na większą liczbę w młynie.
Sobota, sobotą, ale część osób i w taki dzień musi pracować.
Druga sprawa to oprawa, która nie została ostatecznie zaprezentowana.
Pierwszy raz w tym sezonie na naszym meczu pojawiło się aż tylu policjantów, którzy śledzili każdy nasz krok i nawet nie pomogła zmiana miejsca młyna, ponieważ bezczelnie trójka „tajnych jawnych” stanęła parę metrów obok, a za plecami przez prawie całe spotkanie mieliśmy radiowozy.
W drugiej połowię zabawiliśmy się trochę z pieskami.
Większość młyna ubrała kominiarki i zaczęliśmy odliczać od 10 do 1 i … nic : ) jednak mina smutnych panów bezcenna, szczególnie na uwagę zasługuje reakcja „wielkiego brata” z kamerą, który o mało nie spadł z trybuny VIP.
Przed młynem na płocie zawisły trzy flagi Vitor, Sójcze oraz najnowsza Ruch i w przeciągu całego spotkania pozostał nam tylko doping dla naszej drużyny.
Na zamkniętej trybunie został powieszony wymowny transparent o treści "Tylko idiota zarzuca kotwice, gdy legendarny okRRęt tonie".
W dniu naszego meczu w Radzionkowie odbyło się również bardzo ważne wydarzenie, a mianowicie burmistrz miasta odsłonił ... kotwicę umieszczoną przy rynku.
Mamy już dni morza, jest kotwica, teraz brakuje do kompletu mola, jednak idiota zapomniał, że jest w mieście na Górnym Śląsku.
Jest to kolejna rzecz w którą ładowana jest kasa w momencie, gdy nasz klub upada i potrzebuje nowego stadionu w Radzionkowie, bo jeśli obiekt nie powstanie to jak dobrze wiemy, za 2 lata nasz klub przestanie istnieć.
Burmistrza Gabriela Tobora ta sytuacja nawet nie rusza i nadal woli wydawać kasę na głupoty, zamiast zająć się poważnymi sprawami.
Mieliśmy się wybrać na odsłonięcie kotwicy razem z tym transparentem, jednak burmistrz zaczął wydzwaniać do klubu do naszego zarządu, że jeśli pojawi się tam grupa kibiców, która mu przeszkodzi w tym ważnym wydarzeniu, to odbierze Ruchowi targowisko z którego mamy jakąś tam śmieszną kasę.
Czy to jest normalne, aby szantażować zarząd ? Od kiedy kibice są wrzucani do jednego worka z zarządem ?
Burmistrz pewnie się nie spodziewał, że to zostanie tak bardzo nagłośnione, ale o jego zachowaniu jest coraz głośniej i niech wszyscy wiedzą, że miasto pomaga klubowi, a z drugiej strony działa to na zasadzie szantażu i zastraszania.
Najważniejsze, aby Gabriel Tobor wypadł przed kamerami dobrze, aby uśmiechał się przy wywiadach i robił dobrą minę do złej gry, a tą złą grą jest właśnie szantaż w stronę Ruchu Radzionków, ale z tego również zostanie rozliczony, już niebawem.
Po meczu dziękujemy piłkarzom za obecny sezon, bo byli zawodnicy którzy walczyli co mecz i dla nich należą się duże brawa, jednak żeby wygrać ligę to potrzebne jest zaangażowanie całej jedenastki i chyba tego zabrakło w tym sezonie.
Podsumowując te dwie rundy wnioski nasuwają się same. Brak jakiegokolwiek rywala zdecydowanie przyczynił się do pogorszenia jakości młyna na spotkaniach u siebie. Mimo to w rundzie wiosennej nasze wyjazdy wyglądały bardzo przyzwoicie. Aż szkoda, że na jesień policja i zarządy robiły nam cały czas pod górkę.. Warto dodać, że jesteśmy jedyną ekipą, która w IV lidzę na szczeblu Śląskim jeździ za swoją drużyną.
Od zawsze Ruch jest dla nas najważniejszy i nigdy nie intersowała nas opcja bycia czyimś fan clubem. Wierność to podstawa !














Dodane: 2016-06-24
ultrasruch.com - Serwis kibiców Ruchu Radzionków | South Inferno ' 04