Życie na zdjęciach - felieton :: Ultras Ruch Radzionków - South Inferno ' 04

Życie na zdjęciach - felieton

Lata temu utarło się w społeczności kibicowskiej nazewnictwo "sezon ogórkowy", określające zimowy bądź letni letarg, który pojawiał się podczas oczekiwania na wznowienie właściwego sezonu piłkarskiego. Od lat będąc aktywnym fanatykiem przyglądam się poszczególnym zjawiskom w naszym życiu, staram się je wyjaśniać choćby przed samym sobą, poszukiwać pozytywów w tym co robimy. Niestety dzisiaj nie wykładam już moich wniosków osobom postronnym - kibicowanie nie było, nie jest i nie będzie pozytywnie odbierane przez typowych Kowalskich i powinniśmy się z tym pogodzić. Zdałem sobie sprawę, że nie zawrócę patykiem Wisły i bardziej powinienem skupić się na tym czym się zajmuję, niż na tym jak widzą to inni - Ci, którzy niewiele mają na koncie osiągnięć, którymi mogliby się chwalić czy opowiadać o nich wnukom.

Ostatnio siedząc na kiblu lub jadąc autobusem - nie zupełnie pamiętam, ale w tych miejscach najczęściej łapie mnie faza na poważne rozmyślania. Zacząłem przeglądać zimowe zdjęcia moich znajomych oraz ludzi, którzy mieszkają wokół, opublikowane na jednym z portali społecznościowych. Nie mam insta, snapa, twittera, photobloga czy konta na sympatia.pl.
Do kontaktu ze światem wystarcza mi oklepany facebook, na co dzień nazywany "żydowskim" portalem.
Po fotkach szybko orientuję się kto tej zimy był z ukochaną na romantycznym weekendzie w Pradze.
U innych cotygodniowa aktualizacja fotek z imprezy w lokalnej spelunie.
Ten bogaty lamus, który już w podstawówce był konfidentem i sierotą z w-fu, za hajs starych pojechał na tydzień w jakieś południowe strony.
Ktoś wrzuca fotki z urodzin grubej ciotki, jakiś nieświadomy typ oświadczył się największej szmacie na osiedlu i ta chwali się pierścionkiem - pełen przekrój zdarzeń i okazji mniej lub bardziej godnych udokumentowania.
Wędrując po kolei trafiam na samego siebie.
Pierwsza jest fotka z wyjazdu na kadrę do Rumunii, dodana z lekkim opóźnieniem - kulturalna.
Moi znajomi nie wiedzą, że jadąc z ośmioma facetami w 20-sto godzinną podróż pierwsi rzygali jeszcze przed granicą Słowacką, nie wiedzą że na stadionie szarpałem się ochroną, bo Rumuńskie brudy miały czelność bluzgać mój ukochany, czysty kraj.




Nie wiedzą też, że przy zamazywaniu rumuńskiego graffiti przy głównej drodze jeden z nas rozjebał telefon za 2000zł, nie wiedzą o wszystkich mniej lub bardziej pojebanych historiach przewiniętych w busie (B.).
Nie wiedzą że F. jechał bez dowodu i nie przeszkodziło mu to przekroczyć wszystkich granic i wejść na stadion.




Właściwie niewiele wiedzą.
Fotka jest tylko symbolem i nie mam pojęcia co oni właściwie myślą. Prawdziwy obraz, osobiste wspomnienia pozostają tylko we mnie.  
Przewijam dalej - sylwester. Jestem ja i moja piękna kobieta - tak jak u innych znajomych.
Z tym, że są też chłopaki z trybun. Do dziś przed oczami mam ich najebane mordy i śpiewy o północy, które zamiast noworocznych życzeń niosły ze sobą chwałę naszemu ukochanemu Ruchowi i wbiły kilka kutasów lokalnemu rywalowi.
Z prędkością światła wracam pamięcią do G. tańczącego na stole w pijackim amoku, J. nadal  nie odebrał swojej bluzy którą zostawił tamtej nocy, S. po latach emigracji chyba zapomniał jak się tutaj pije, a babka z knajpy do dziś nie zadzwoniła ile mamy oddać za połamany stolik i wieszak. Może to dla nas lepiej choć i tak było o wiele kulturalniej, niż na pierwszej oficjalnej wigilii kibiców, która również przecierała szlaki w tym roku. To był dobry sylwester. Rok temu spędzałem go w innym towarzystwie. Może przez to, że źle się czułem, może nie, w każdym razie za chuja dobrze go nie wspominam.



Społeczeństwo internetowe znów nie bardzo wie co w tym roku się działo tak naprawdę, nie wyczytają tego z suchej fotografii.
Nie znają mnie takiego jakim jestem gdy niczego nie muszę ukrywać. Nie mają skąd tego wiedzieć.
Kolejna fotka snowboard - kurwa mać do dziś nie ogarnąłem jazdy na przedniej krawędzi deski. W przyszłą zimę ogarnę obiecuję.
Albo morsowania spróbuję? Zawsze lubiłem saunę, potem kąpiel w lodowatej wodzie, bo uspokaja mnie to i odpręża.
Może spróbuję być morsem jak Ś. z naszych trybun. Widać, że wkręcony w ten klimat, bo też sporo fotek dodaje.
Są też o dziwo jakieś ładne laski czego nie do końca się spodziewałem. Pytanie czy nie zakończę tego miesięcznym L4.



Już po akcji z kolejnego mojego zdjęcia - grania w Rugby zimą, tydzień chodziłem na Gripexie.
No właśnie - rugby. Wystarczy zaśnieżone boisko, jajowata piłka, ochraniacz na zęby, stare ubrania i info puszczone w osiedle.
Jedziemy, młodzież walczy ze starą gwardią. Wygrywamy ze starszyzną mimo początkowych niepowodzeń, choć drużyny to tylko kwestia umowna dodająca smaczku.



Na trybunach tak małej ekipy jak nasza czujesz to, że wszyscy jesteśmy jak rodzina. Jest zimowy grill, jest brandy na rozgrzanie.
Kolejny już rok udaje nam się zebrać w ustalony weekend i zagrać w coś ciekawszego, niż dzisiejsze małolaty ogarniają w sieci.
Z drugiej strony nadal myślę czy gdyby starzy tyle nie chlali w przerwach to dowieźlibyśmy wynik do końca ?
W końcu fotka z treningu MMA z piłkarzami. Fajny mamy z tą drużyną kontakt. Większość to młodziki, którzy dopiero się uczą ale jest też kilka osób, które są z tym klubem od lat i mają co wpisać w CV. Jest Marcin Dziewulski, Marcin Trzcionka, jest Mistrz Polski z czasów gry w Legii Piotrek Rocki. Ależ mam do gościa szacunek. Mógłby grać wszędzie w Polsce a jednak jest w tych naszych Cidrach i utożsamia się z tym, pokazuje jak powinno się podchodzić do tego zawodu.
Jest na tych rejonach  coś magicznego. Fajnie było pokazać chłopakom co my trenujemy na co dzień.
Później zagraliśmy z nimi mecz, o którym zrobiło się głośno za sprawą incydentu, na który nie za bardzo mieliśmy wpływ.
Tego nie chciałbym tutaj komentować, niech zajmą się tym "kumaci" z największego w Polsce forum kibicowskiego.
Sam mecz jednak, też na duży plus. Rocki zakładał nam siatki kiedy tylko chciał. Aż strach pomyśleć, że gościu mógłby być spokojnie moim ojcem. Ciekawe ile jeszcze pogra.



Tutaj też kończą się fotki, na których się znalazłem ... Choć przecież jest jeszcze multum zajęć, których nie ma na zdjęciach.
Chłopaki natomiast brali udział w Marszu Niepodległości, Pielgrzymce Kibiców, ogarnialiśmy nowe koszulki czy szyły się nowe flagi.
Co zatem robili w tym czasie "Kowalscy" ? Nie odbieram wagi wyjazdom z kobietą czy sportom zimowym. Sam jak widzicie ogarniam takie rzeczy gdy jest okazja. Zaprzestałem jednak oglądania telewizji. Ja nie mam już na to czasu. Są studia, praca i Ruch.
Cieszmy się  tym co daje nam kibicowanie. Dzięki kibicowskiej braci za grosze możesz ogarnąć sobie wolny czas. Sprawić by twoje proste życie chłopaka z bloku stało się ciekawsze.
Nie znam pojęcia nudy w moim życiu i ten dziewiczy tekst jest tego kolejnym przykładem. Prawdziwy fanatyk nie zna nudy, nie ważne czy jego drużyna gra w ekstraklasie czy w okręgówce.
Na trybunach zawsze znajdziesz swoją niszę. Nie zależnie czy jesteś 15 latkiem z gorącą głową czy facetem, który założył już rodzinę,  pracujesz w banku, na poczcie, czy na budowie. Nie ważne czy lato czy zima. Trybuny zawsze pozwolą Ci znaleźć swoje miejsce. Swój własny fanatyczny świat.

P.
Dodane: 2017-02-20
ultrasruch.com - Serwis kibiców Ruchu Radzionków | South Inferno ' 04