Boże, zepsułem własną Matkę - felieton #2

Czy nadal jestem dobrym człowiekiem ? To pytanie często zaprząta moją głowę.
Od momentu wejścia w mentalną dojrzałość, to jeden z głównych elementów mojej codzienności, ideologii  bycia, do której sam doszedłem.W pewnym wieku przestałem chodzić do kościoła, nie zawsze zgadzałem się z tamtejszymi kazaniami. Stwierdziłem, że nawet jeśli czeka mnie sąd ostateczny, to przecież stwórca w tej ostatniej drodze nie powie mi: "Słuchaj P., całe życie byłeś w sumie dobrym człowiekiem, ale nie odwiedzałeś kościoła co niedzielę, i nie wrzucałeś do koszyczka, natomiast Twój sąsiad spod piątki całe życie bił żonę, chlał, zażarty z niego skurwysyn, lecz do kościoła chodził więc jemu należy się Królestwo Niebieskie, a Ty spłoniesz w tłustym kotle." Cóż byłaby to za sprawiedliwość ? Gdzie sens ?

Pierdolę, mam swoją wizję świata i już.
Staram się wiec na co dzień być po prostu uczciwą, przyjazną personą. Wyrozumiałym dla zmierzłej babki w autobusie, wrzucę 2kę żebrakowi z pod Lidla mimo, iż dobrze wiem, że ją przechleje, czasem pomogę człowiekowi napotkanemu na ulicy, by poprawić mu dzień. Taki schemat przyjąłem.
W wizję tę nijak wpisuje się kibicowanie, ale z drugiej strony co w nim złego ? Że spotkam się z chłopakami i odpalimy kilka rac ? Że wypijemy po piwku i trochę pośpiewamy ? Że się biję ? Przecież walczę z tymi, którzy sami tego chcą, nie leję każdego napotkanego delikwenta, który stanie mi na drodze.



Cóż za znaczenie będzie miało chore prawo ziemskie przed Bogiem ? Znów tłumaczę sam siebie. I tak cały ten czas wydawało mi się, że jestem ni mniej, ni więcej dobrym człowiekiem. Aż do dziś.
Dziś dotarło do mnie, jak na przestrzeni lat zepsułem własną matkę. Kurwa mać jak to w ogóle brzmi. Już przed oczami mam świętego Piotra jak na bramie z daleka krzyczy "Patrzcie, idzie po schodach, to ten! Matkę swą zepsuł". Wtem "jeb" mnie przez właz do piekła. Dramat jakiś koszmarny, ale zostawmy bajania religijne. Spójrzmy na suche fakty.
Moja matka - przyjmijmy typowa Pani Jolanta, obecnie około 50ki. Normalna babka ze Śląska po technikum krawieckim, od zawsze trzyma kasę i zarządza kluczowe decyzje w domu. Na pozór nic w niej nadzwyczajnego. Jednak gdy przyjrzeć się temu, jak zmieniła się na przestrzeni lat i to przeze mnie? Dziś już nie mówi o pseudokibicach czy kibolach.
Słowa te z biegiem czasu wymazały się ze słownika.



Wie kto z kim na Śląsku ma kosę, sama informuje mnie gdzie w drodze do pracy widziała jak graffiti malowano, kto komu zamazał wrzuta w centrum, pogłaśnia radio gdy mówi się o awanturze na osiedlu w Rudzie Śląskiej lub gdy akurat zatrzymano "bojówkarzy" poznańskiego Lecha. Jola sama pierwsza wie gdy do marketu wejdzie 3 gości, którzy dziwnie mi się przyglądają, wie na które osiedla mnie nie wysyłać.
Ogólnie rzecz biorąc bardzo konsekwentnie na swój sposób rozgryzła ten świat kibicowski.
Wiele rzeczy jej spowszedniało. Kolejne osiedlowe przeboje nie robią już na niej takiego wrażenia jak mój pierwszy złamany nos czy wizyty dentystyczne będące pokłosiem weekendów.
Systematycznie starałem się, by wiedziała co raz to więcej, czym się naprawdę zajmuje, nigdy się z tym nie pogodziła, ale powiedzmy, że przyzwyczaiła się do takiego stanu rzeczy.
Bardzo podobnie ma mój najlepszy ziomek - M, a nie wszyscy mają taki komfort, bo znam gości, którzy za małolata oknem zwiewali by dojechać na wyjazd. Nie raz przy wódce śmialiśmy się, że na ostatni wyjazd Jolka i jego - przyjmijmy Renata, same naszykowały nam na stole bułki z kotletem, napój izotoniczny, kominiarkę i ochraniacz na zęby.
Wiedząc, że syn gdy wstaje przed 10tą w sobotę nie do końca kontaktuje i jeszcze zapomni, a później będą z tego same problemy.
Przy problemach też się ze sobą poznały, czego razem z M. skrzętnie chcieliśmy uniknąć.
Renata i Jolka pierwszy raz miały ze sobą do czynienia na sali sądowej, podczas gdy ich synowie byli podejrzani o dokonanie jednego z przestępstw wspólnie i w porozumieniu. Sielanka kurwa jego mać.
Od tego czasu jednak wiele się zmieniło, razem pokazaliśmy, że jest jeszcze szansa by wyjść na porządnych ludzi, nie rezygnując z całej tej zajawki.



Jola mimo tych nikczemnych przygód nadal aktywnie wspiera moje działania. Sama wysyła przelew gdy zbieramy kasę na mandaty.
Zna wszystkich chłopaków choć niektórych tylko z ksyw. Z uwagi na swe wykształcenie na starej maszynie pomoże uszyć transparent.
Pamiętam, kiedyś gdy szyła jeszcze sektorówki - przed meczem z BKSem Stal, nie było jej widać przy tym wysłużonym "Łuczniku".
Tyle było materiału wokół. Uszyła całość, dla nas. Zawsze później pokazywałem jej końcowy efekt nad sektorem.
Gdy białe płótno za sprawą malujących zmieniało się w efektowną prezentację.
Nie chcielibyście widzieć jaki opierdol dostałem gdy za ostatnie szycie chłopaki wręczyli jej 50zł.
"Przecież można te pieniądze na coś innego przeznaczyć, a ja muszę wam trochę pomóc" - dodaje, odbierając mi wszystkie argumenty.
Często śmieję się, że w mojej 11 letniej karierze na stadionie, udało mi się wychować najstarszego Ultrasa w Polsce - własną matkę.
Mimo, iż nigdy na meczu nie była. Ona z kolei nakręca się, gdy jej własne wnuki mnie sprzedają w kuchni - "Wujek znów puszczał na meczu petardy". Znów nic nie mam na swoją obronę. Małe łebki wiedzą, który to ja, mimo kominiarki czy nawet stroju malarskiego.
Dobrze, że psy nie mają tyle rozumu.
Myślę, że każdy z was, na swój sposób zmienił Jolę, Renatę, Ewę i Krysię i życzę wszystkim znalezienia odpowiedniego kompromisu z żonami, matkami, ojcami.
By kibicowanie było częścią was, która nie niszczy osób w waszym otoczeniu.

P.




Dodane: 2017-03-03
ultrasruch.com - Serwis kibiców Ruchu Radzionków | South Inferno ' 04