"Bluzgoteka" prosto z trybun. Relacja z Katowic

Kolejna środa i znów ruszamy odrabiać przełożone przez ŚZPN spotkanie. Tym razem celem jest znajdujące się na skraju Katowic boisko Podlesianki, gdzie przychodzi nam podjąć rezerwę miejscowego GKSu. Na zbiórce klasycznie – w większości te same mordy co zawsze. Od jakiegoś czasu można śmiało wybrać grono osób, które są zawsze i wszędzie, niezależnie czy to środa, czwartek, zwykła sobota, Wielka Sobota czy też święto Matki Bożej Gromnicznej. Jedziemy?  Są! Niestety podobnie jak psy, które na nasze wyjazdy od kliku sezonów mobilizują się nad wyraz poważnie.


Szybkie sprawdzenie z listą, 45ciu fanatyków, zakupy na trasę i jedziemy. Tym razem dla odmiany autokarem turystycznym, gdyż to jeden z dalszych wyjazdów w tej rundzie - jakkolwiek śmiesznie by to nie brzmiało, jednak realia ligi, w której tkwimy są nie do pozazdroszczenia. Groteska wręcz.
Podróż bez przygód, docieramy na miejsce mijając mnogo przestrzelone grafy Gieksy czy boisko Górnika MK Katowice, gdzie przychodziło nam rywalizować jeszcze przed erą Tomka Barana.
Historia jakoby zatacza wciąż koło ... My tymczasem wchodzimy na sektor, gdzie spore zainteresowanie budzą Panie z ochrony.
Ta ładniejsza co rusz jest zaczepiana przez towarzystwo, chłopaki próbują „dać się przeszukać”, jednak niestety bezskutecznie.
Ta mniej piękna z pań z kolei wdaje się w częste pyskówki i utarczki i zostaje określona mianem „zmierzłej” już do końca meczu.
    Co do samego spotkania – gdyby ktoś przed meczem powiedział nam, że spotkanie o pietruszkę przyniesie tyle emocji, jak jeden mąż wyśmialibyśmy go w głos. Piłka nożna ma jednak to do siebie, że nawet w buraczanej lidze regionalnej wciąż budzi skrajne emocje.
To co 24 maja 2017 roku wyprawiała trójka sędziowska wystrojona w pomarańczowe trykoty, aż prosi o wywołanie tych pajaców do tablicy. Jak sięgam pamięcią ciężko przywołać sędziego, który zebrałby tyle niepochlebnych opinii nt. swojej matki, żony, siostry, ciotki i swojej postawy, która była żenująca, że oczy piekły, a nerwy puszczały.
Repertuar "bluzgoteki" zdecydowanie na poziomie pracy arbitrów. Zupełny brak kontroli nad spotkaniem, kartki, i decyzje równie chore co dramatyczne.
W pewnym momencie jeden z kibiców macha liniowemu wachlarzem pieniędzy przed nosem, jednak ten pozostaje niewzruszony. Widocznie jeszcze wstydzi się brać publicznie.  
Nasz zespół mimo absencji lidera – Piotra Rockiego gra całkiem ambitnie, jednak traci bramkę do szatni i w przerwie jedynie pizza zamówiona z okolicznej restauracji tonuje nastroje.
Druga połowa to właściwie ciągłe ataki Cidrów, jednak bramka GKS-u wydaje się zaczarowana. Ileż to razy widzieliśmy już piłkę w siatce a ta jakimś cudem mijała słupek z prawej strony. Nasza frustracja sięga zenitu, podobnie na ławce rezerwowych znajdującej się tuż obok.
Porażka. Z przedostatnią drużyną tabeli. Trudno. Za ambitną grę zawsze będziemy Ruch oklaskiwać, a i trener musi mieć czas na poukładanie tego zespołu wg swojej wizji.
Co więcej, nie da się wygrać meczu gdy walczysz nie tyle z przeciwnikiem, co z przeciwnikiem i decyzjami sędziowskimi.
Gwarek Tarnowskie Góry wygrywa tym samym ligę, co jasne było jakiegoś czasu.
     My pakujemy się do busa i wracamy na rejon ... Chociaż niekoniecznie – kierowca wjeżdża w ślepą uliczkę i tracimy kawał czasu.
Przez dobre 10 – 15 minut przy eskorcie psów musimy jechać na wstecznym.
Wracamy do Radzionkowa właściwie bezpośrednio na finał Ligi Europy.
Cóż. Kolejna sportowa środa za nami. Teraz wszyscy widzimy się w sobotę w młynie na Slavii Ruda Śląska.

P.




Dodane: 2017-05-26
ultrasruch.com - Serwis kibiców Ruchu Radzionków | South Inferno ' 04