Podsumowanie rundy jesiennej 2017/2018

Przerwa zimowa to dobry okres na to, by podsumować rundę jesienną w naszym wykonaniu.
Staramy się to robić od kilku lat, by w przyszłości można było wrócić do danego sezonu i powspominać co się w nim wydarzyło. A być może ktoś kiedyś wyda książkę o naszych kibicach? I takie podsumowania było by dobrą bazą pod taką opowieść. Oczywiście wszystko regularnie publikujemy na naszej stronie ultrasruch.com, którą prowadzimy nieprzerywanie od około 12 lat. Jest to jedna z najstarszych, kibicowskich stron w Polsce i na pewno jesteśmy z tego dumni, że portal nadal jest aktualizowany, gdy obok nas działają „pejsbuki” i inne „nowoczesne” wynalazki.


Tutaj jesteśmy administratorami sami dla siebie, a tam to różnie bywa z tą wolnością słowa.
Wracając już do samego opisu rundy jesiennej sezonu 2017/2018 to ligę zaczynamy kolejny rok od IV ligi. Bezpośredni rywal uciekł nam na dobre zostawiając nas w tym samym miejscu co sezon temu i nadal musimy się męczyć w IV lidze wśród takich potęg jak Ornontowice czy Poraj.
W podsumowaniu nie będziemy opisywać meczów na których nic się nie wydarzyło poza tym, że był młyn, doping i flagi, bo to oczywiste.
Kto na poważnie traktuje kibicowanie to ten młyn będzie wystawiać bez względu na to czy będzie w nim 5 wiernych fanatyków czy 600.
Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć i trzeba cieszyć się z tego co jest. Tym bardziej w latach, gdy ruch kibicowski na Polskich trybunach umiera. Jedni mają dość tej padaki na murawie, drudzy wolą zarobić kasę w jakiś lewy sposób, a inni znów wybrali życie „różowego pizdusia” czyli praca od poniedziałku do piątku, a w weekend spacer w parku z kobietą i obżeranie się goframi i tak przez cały rok.
Zanim zaczęliśmy nowy sezon to daliśmy do zrozumienia klubowi i drużynie, że inne miejsce niż pierwsze w tym sezonie nas nie interesuje. Oczywiście później są jeszcze baraże, ale tym będziemy się później martwić, a najważniejsze, by drużyna zajęła pierwsze miejsce.
Sezon rozpoczęliśmy od wyjazdu na Górnik Piaski i od razu ten mecz udowodnił, że łatwo nie będzie, bo tylko jeden punkt wrócił do Radzionkowa.
Tego dnia w sektorze gości pojawiło się 25 kibiców Ruchu Radzionków. Okres wakacyjny zrobił swoje i musieliśmy zrezygnować z autokaru ale mimo to grupa kibiców pojawiła się na tym meczu, a podróżowaliśmy samochodami na ten gorący teren. Każda nasza wizyta w poprzednich latach w tej dzielnicy Czeladzi kończyła się jakimiś atrakcjami, jednak tym razem zjechało się tyle policji, że aż do Radzionkowa mieliśmy obstawę.
Na kolejnym wyjeździe z Rakowem II Częstochowa melduje się 20 kibiców Ruchu. Mecz ten został rozegrany w Poraju.
Atmosfera typowo piknikowa, do jakiej zdążyliśmy się przyzwyczaić podczas kolejnych na przełomie ostatnich lat odwiedzin w gminie Poraj.
Na naszym stadionie zbyt wiele się w tym czasie nie działo, jednak liga tak szybko się rozkręciła, że przyszedł czas na wyjazdowy mecz z Szombierkami Bytom. W końcu jakaś odskocznia od tych pobliskich „dziur”.
Tradycyjnie już przed tym meczem mieliśmy pewne obawy, czy będziemy mogli wejść na stadion, bo różne głosy nas dochodziły, jednak ostatecznie zarząd Szombierek nie robił żadnych problemów i mogliśmy się pojawić na górniczych derbach, a było nas w tym dniu 62 z trzema flagami.
Przed stadionem kierowca autokaru i busika zamiast pod sektor gości to podjechał pod kasy Szombierek. Szybko się przygotowaliśmy, jednak po chwili wąsy zajechały drogę i poprowadziły nas w odpowiednie miejsce, gdzie czekał kordon policji. Podobnie jak w poprzednim sezonie – podwójne sprawdzanie, mandaty i spięte kaski, czyli nic się nie zmieniło.
Na boisku również bez zmian. Po wielkich nadziejach Szombierki znowu nas „zlały” 3:1, a że był to kolejny przegrany mecz Cidrów w tym sezonie to po trzeciej bramce flagi zostały ściągnięte i przestaliśmy dopingować.
Nie pamiętam kiedy ostatni raz była taka sytuacja, ale po prostu nie mogliśmy już patrzeć na bezradność naszej drużyny i wiara nie wytrzymała tego nerwowo.
Szombierki z oprawą i całkiem dobrą frekwencją. Czasami mam wrażenie, że jesteśmy jak Legia Warszawa na poziomie IV ligi, bo gdzie zagramy to od razu wzrasta zainteresowanie meczem.



Po tym meczu wreszcie coś „ruszyło” w naszej drużynie i po porażce na Szombierkach zaczęła się seria zwycięstw, która obudziła znów w nas nadzieję, że jednak jeszcze nie wszystko stracone.
Ten sezon to głównie mecze na wyjazdach i symbolicznie odwiedzamy kolejne sektory gości.
Najpierw 20 kibiców pojawiło się na Przemszy Siewierz, a tydzień później ze zwycięstwa nad Gwarkiem Ornontowice cieszyło się 17 kibiców, którzy sporadycznie dopingowali z sektora gospodarzy. Cidry wygrywają, a my jeździmy dalej.
14 Października zagraliśmy w Jaworznie ze Szczakowianką i kto by pomyślał, że na ten mecz będzie większe ciśnienie niż np. na Szombierki. Chyba każdy miał w pamięci sytuację z przed kilku sezonów, gdy Szczakowianka u siebie w mieście została pogoniona przed wyjazdem do nas, a sprawa ta trafiła na policję i po kilku dniach sporo osób od nas miało pobudkę o świcie.
Do Jaworzna wybrało się 63 Cidroków, a mecz ten został rozegrany na dużym i zadbanym stadionie Victorii Jaworzno. Lokalna drużyna większych sukcesów nie ma, lecz wiele ekip z wyższych lig wynajmowało w niedalekiej przeszłości ten obiekt.
W drodze na mecz przez dłuższy czas przyglądało nam się jedno, wypełnione auto ale do dzisiaj nie wiemy kto to mógł być i chyba już nie dowiemy.
O dziwo Szczakowianka na ten mecz zebrała się w podobnej liczbie do nas i zaprezentowali oprawę.
Był to chyba ich rekord i ta liczbę osiągnęli tak naprawdę tylko dzięki nam. W ich młynie zauważyliśmy również kibiców Szombierek ale pozostawię to lepiej bez komentarza.
Na naszym płocie powiesiliśmy pięć flag, a w drugiej połowie South Inferno przygotowało oprawę z żółto-czarnymi machajkami i czerwonymi ogniami. Skromna, aczkolwiek miła dla oka prezentacja.



Był to również początek „piro-show” w tym sezonie w wykonaniu Ultrasów.
Tydzień po Jaworznie podejmowaliśmy na naszym stadionie Sarmację Będzin, która o dziwo przed tym spotkaniem w tabeli była wyżej niż My.
Na kibiców gości nie mogliśmy liczyć, ale mimo to zbieramy się w młynie w całkiem dobrej liczbie i ponownie odpalamy pirotechnikę.
Tym razem były to świece dymne wraz z ogniami wrocławskimi w asyście nowych, dużych flag na kiju.
Każda passa musi zostać kiedyś przerwana i przekonaliśmy się o tym w następnym meczu z Wartą Zawiercie na ich terenie.
Cały ten wyjazd był też dla nas jakiś dziwny. Wyjechaliśmy mocno spóźnieni z Radzionkowa, a po drodze zatrzymały nas jeszcze dwa duże korki, bo kto by pomyślał, że jadąc do Zawiercia stracimy tyle czasu w drodze. Przez te opóźnienie na sektor gości udało się wejść dopiero w 20 minucie meczu, a było nas 40. Zimno, deszczowo i 3:1 w plecy – tak chyba można opisać to spotkanie.
Na uwagę jedynie zasługuje nasza mała flaga z napisem „Ruch”, która ostatni raz wisiała jakieś 15-17 lat temu.



Ostatni wyjazd w tej rundzie jaki nam się trafił to Sparta Lubliniec. Akurat tą drużynę dobrze wspominamy z wcześniejszych lat, ponieważ dotychczas do Lublińca podróżowaliśmy pociągiem no i przy okazji różne, zabawne sytuacje miały miejsce na Sparcie. Tym razem było całkiem inaczej.
Połączenie by jechać pociągiem w interesujących nas godzinach nie było (mecz się odbył o 11:00), a druga sprawa to sektor gości – stadion jest w remoncie i mecz został rozegrany na bocznym boisku, gdzie jest tylko jedna trybuna. Gwarancji na to, że wejdziemy na stadion nie mieliśmy, lecz z pomocą przyszedł lokalny fan club Górnika Zabrze, który nas odpowiednio pokierował i dzięki temu w 22 zajęliśmy miejsce z boku trybuny.
Pod stadionem zatrzymała nas wcześniej policja, ale w sumie większych problemów nie robili.
No i na sam koniec pozostała wisienka na torcie rundy jesiennej, jednak gdyby tort miał leżeć tak długo nie ruszony, to byłby do wyrzucenia.
Mowa tu o meczu z Myszkowem, który miał się odbyć w wrześniu, jednak został dwa razy przełożony przez złą pogodę i musieliśmy czekać prawie do grudnia na najważniejszy mecz na naszym stadionie. Sektor gości niestety pusty, bo ponownie policji coś się w nim nie spodobało, ale mimo to, ten mecz nie stracił na atrakcyjności dzięki ultrasom z South Inferno, którzy konkretnie się pokazali.
Kolejny raz w tej rundzie Ultrasi postawili głównie na pirotechnikę ale tym razem w takiej ilości, że nasz sektor przez 90 minut dosłownie płonął.
Już na samym początku ogniami wrocławskimi została podświetlona folia z adresem naszego stadionu „Narutowicza 11” w asyście flag na kiju. Oprawa nie przypadkowa, ponieważ w tym sezonie opuszczamy nasz dotychczasowy obiekt, a gdzie się przenosimy? Stadionu w Radzionkowie nie ma więc tego nikt nie wie …
Kolejna prezentacja to pomarańczowe świece dymne, które mocno zadymiły nasze trybuny. Do tego jeszcze odpalono wyrzutnie, a nad młynem powiewały nasze największe flagi na kiju.
Przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę rzucono jeszcze serpentyny.
Sędzia tego meczu chyba za dużo nasłuchał się Bońka i spółki, którzy negatywnie wypowiedzieli się na temat pirotechniki odpalonej podczas meczu Legia Warszawa – Górnik Zabrze i zagroził, że jeśli coś odpalimy w drugiej połowie to będzie walkower.
Piłkarze również prosili o spokojne dokończenie meczu. Musieliśmy wszystkich sprowadzić na ziemię, bo Radzionków to nie Warszawa i nie gramy w ekstraklasie tylko w szarej IV lidze, gdzie nieliczni posiadają własnych, zorganizowanych kibiców.
Poza tym sędzia ani razu nie przerwał meczu więc z jakiej racji miał być walkower?
Po rozpoczęciu drugiej połowy sporo osób spoglądało na nasz młyn ale my robimy swoje, bo jest to też nasz mecz i nasze Święto.
Pora meczu zrobiła swoje i gdy robiło się już ponuro to na sektorze odpalono duże stroboskopy, a po chwili dołożono jeszcze racowisko.
Efekt konkretny i nic nie daje tyle radości, co odpalona pirotechnika na stadionie. Łatwo nie było, bo kto był na naszym stadionie to wie gdzie stoją i kręcą nas smutni panowie, którzy czekają aż komuś spadnie kominiarka.
Warto było czekać tyle czasu na ten mecz z Myszkowem, który pokazał, że mamy wciąż duży potencjał, bo nie tylko Ultrasi pokazali się dobrze, ale również reszta fanatyków, którzy licznie zapełnili trybunę.



Była to bardzo dobra runda jesienna w naszym wykonaniu. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na to, że zaliczyliśmy komplet wyjazdów.
Były to raz większe, raz mniejsze, symboliczne liczby, ale byliśmy obecni wszędzie i to jest najważniejsze.
Nie brakowało również pirotechniki. W czasach gdy część ekip odpala pirotechnikę tylko w drodze na stadion czy do klipów z zapowiedziami to my wolimy robić to na stadionie.
Runda wiosenna jak i cały 2018 rok zapowiada się bardzo ciekawie. Nasz zespół zajmuje na obecną chwilę drugie miejsce z minimalną stratą do lidera, jednak w przerwie zimowej już kilku zawodników pożegnało się z Ruchem Radzionków z powodu problemów finansowych, a nasz prezes wyraźnie daje do zrozumienia, że awans jest mu nie na rękę.
Mimo wszystko wierzymy, że te zamieszenie nie zniechęci piłkarzy do dalszej walki o awans.
Jak by tego było mało, to w przyszłym roku żegnamy się ze stadionem przy Narutowicza 11, a władze Radzionkowa nie śpieszą się z budową boiska w swoim mieście.
Na prawdziwy stadion nie mamy co liczyć, a „Orlik”, który ma niby powstać i tak nie będzie nasz. Zresztą Gabriel Tobor i spółka nigdy się nie śpieszyli z jakąkolwiek pomocą dla naszego klubu, dlatego też na obecną chwilę wsparcie miasta wynosi 0 zł dla jedynej wizytówki Radzionkowa.  
2018 rok będzie przełomowy i tylko JEDNOŚĆ pomoże nam przetrwać ten trudny okres.
Dodane: 2018-01-12
ultrasruch.com - Serwis kibiców Ruchu Radzionków | South Inferno ' 04